Kradzież nie wydarzyła się w ciemnej uliczce z rozbitą szybą i przepaloną stacyjką. Doszło do niej w skąpanej w słońcu podmiejskiej kuchni, wśród zapachu pieczeni i szumu zmywarki.
Nazywam się Arya Reynolds. Mam dwadzieścia cztery lata i przez zdecydowaną większość tych lat byłam duchem w swoim rodzie. Sześć miesięcy temu moja mama oddała mój samochód – granatową Hondę CR-V, którą babcia podarowała mi na dwudzieste czwarte urodziny. Nie pytała. Nie negocjowała. Po prostu dała kluczyki mojej starszej siostrze, Madison, i powiedziała mi z uśmiechem, który nie sięgał jej oczu, że jestem wystarczająco „elastyczna”, by poradzić sobie ze stratą.