Javier zatrzyma wszystko. Daniela odłożyła słuchawkę i poszła prosto do kancelarii prawnej. Po dotarciu na miejsce zastała Javiera już czekającego. „Ach, przyjechała córka marnotrawna” – powiedział sarkastycznie. „Przyszedłem zająć się sprawami firmy, bo ty jesteś zbyt zajęty zabawą z kotem”. „Wiem, co próbujesz zrobić” – powiedziała Daniela, patrząc wujowi prosto w oczy. „O tak. I co z tego? Chcesz, żeby mój ojciec został uznany za ubezwłasnowolnionego, żebyś mógł raz na zawsze przejąć firmę, ale ci się to nie uda”.
Javier zrobił onieśmielający krok naprzód. „Danielo, jesteś naiwną dziewczyną. Nie wiesz, jak działa świat biznesu. Ktoś musi przejąć stery. I to nie ty”. Prawnik obserwował wszystko w milczeniu. Javier zdał sobie sprawę, że przegrywa walkę. „Nie możesz tego zrobić” – powiedział, a jego głos stawał się coraz bardziej desperacki. „Prowadziłem tę firmę miesiącami. To ja utrzymywałem wszystko w ruchu, kiedy Gerardo upadł”. „Utrzymywanie wszystkiego w ruchu czy defraudacja pieniędzy?” – odparła Daniela.
Cisza, która zapadła, była ogłuszająca. Javier zbladł. Kto mu to powiedział? Nieważne. Ważne, że wiem i dopilnuję, żeby mój ojciec się ocknął i dowiedział o wszystkim. Javier wyszedł z biura bez słowa. Daniela wiedziała, że narobiła sobie wroga, ale nie żałowała tego. W kolejnych dniach zaczęła prowadzić dalsze śledztwo. Rozmawiała z księgowym firmy, z menedżerami, z osobami bezpośrednio współpracującymi z Javierem, a dowody zaczęły się pojawiać.
Podejrzane przelewy, oszukańcze umowy, pieniądze znikające z sejfów. Javier nie tylko zarządzał firmą, ale ją też okradał. Daniela zebrała wszystkie dowody i zaniosła je do prawnika Ernesto. „To poważna sprawa” – powiedział prawnik, badając dokumenty. „Dzięki temu możemy wnieść oskarżenie przeciwko Javierowi”. „Jeszcze nie” – odparła Daniela. „Chcę poczekać, aż mój ojciec się obudzi. Chcę, żeby wiedział, co zrobił jego brat”. Gerardo powoli, ale pewnie wracał do zdrowia. Lekarze nie potrafili tego wyjaśnić, ale coś się zmieniło.
Kot, który zawsze tam był, wydawał się być kluczem. Wtedy Daniela odkryła coś jeszcze. W rozmowie z pracownikiem szpitala dowiedziała się, że Gerardo odwiedzał szpital dziecięcy, zanim zachorował. Chodził tam w każdą sobotę rano, powiedziała kobieta. Zabierał ze sobą kota. Dzieci to uwielbiały. Mój ojciec tak robił. Daniela nie mogła w to uwierzyć. Naprawdę. Powiedział, że to pomogło dzieciom poczuć się lepiej i to była prawda. Jest tu chłopiec, Carlitos, który wyzdrowiał dopiero po tym, jak zaczął bawić się z kotem. Aby uzyskać pełne wsparcie, proszę kliknąć tutaj lub kliknąć na koty (>), a także polubić DELA na tym Facebooku.