„Tak jest.”
Gabriel się nie odwrócił. Wpatrywał się w miasto, jakby było mu winne odpowiedź.
Przez następną godzinę Mia poruszała się niewidzialnie – napełniając kieliszki, sprzątając z talerzy, wtapiając się w tło. Ale słuchała. Nie z ciekawości, a instynktownie. Życie nauczyło ją rozpoznawać niebezpieczeństwo na długo przed tym, zanim się pojawiło.
O 9:02 wszystko się zmieniło.
Wyszła naprzód z menu deserów, a Gabriel lekko się odchylił.
W odbiciu za sobą…
Widziała to.
Lekką, nieustającą czerwoną plamkę.
Centrum jego serca.
Czas się dłużył.
Jej umysł obliczał kąty, odległości i odbicia.
Strzelec wyborowy.
Gabriel uniósł kieliszek, niczego nieświadomy – a może po prostu się nie bojący.
Mia nie myślała.
Działała.
„ZEJDŹ NA DÓŁ!”
Rzuciła się na niego z całej siły.
Szkło roztrzaskało się.
Rozległ się huk strzału.
Kulka przeleciała prosto przez stół, przy którym stał jeszcze kilka sekund wcześniej, rozrzucając drewno, szkło i wino we wszystkie strony. Rozległy się krzyki. Elias natychmiast dobył broni. Nicolás przewrócił stół, żeby się schować.
Mia leżała na Gabrielu, oddychała nierówno, a serce waliło jej jak młotem.
Po raz pierwszy jego spokój zniknął – zastąpiony czymś ostrzejszym. Bardziej śmiercionośnym.
Dotknął jej skroni. Krew.
„Jesteś ranna.”
„Ja… widziałem czerwoną kropkę…”
Zapanował chaos, ale Gabriel nie puścił jej nadgarstka.
„Idzie z nami.”
I tak dawne życie Mii zniknęło w jednej chwili.