Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy cichym szpitalnym korytarzem, a w mojej głowie wciąż kołatało się jedno pytanie.
Jak NX-47 dotarł do mojego domu?
Winda otworzyła się z cichym dźwiękiem.
Zjechaliśmy do piwnicy, gdzie mieściło się laboratorium badawcze leków.
Metalowe drzwi lśniły białym światłem.
Czytnik biometryczny czekał cicho przy wejściu.
Położyłem dłoń na skanerze.
Drzwi otworzyły się z kliknięciem.
W laboratorium było ciemno.
Za ciemno.
Dowiedz się więcej
zdrowie
medycyna
Gry rodzinne
Zwykle światła były włączone nawet w nocy, aby utrzymać stabilne warunki podczas eksperymentów.
„To nie jest normalne” – mruknąłem.
Włączyłem główny wyłącznik.
Świetlówki powoli oświetlały pomieszczenie.
A potem wszyscy zobaczyliśmy coś, co sprawiło, że cisza stała się jeszcze bardziej przytłaczająca.
Lodówka z substancjami eksperymentalnymi była otwarta.
A jeden z pojemników magazynowych był pusty.
Etykieta na schowku głosiła tylko jedno.
NX-47.
Ale to nie brak butelki zmroził mi krew w żyłach.
To obraz zamrożony na ekranie bezpieczeństwa laboratorium.
Kamera uchwyciła kogoś wchodzącego do laboratorium tej samej nocy.
A kiedy funkcjonariusz przybliżył obraz, żeby lepiej się przyjrzeć, od razu rozpoznałam twarz.
To był mój mąż.