„Zatańcz ze mną”.
„Nie musisz udawać, że jesteś tą troskliwą randką. Nie mam nic przeciwko”.
„Wiem, że nie muszę. Ale chcę. Poza tym, jestem fatalną tancerką i potrzebuję kogoś, kto mnie nie pozwie”.
Pozwoliłam mu poprowadzić mnie na parkiet. Wcale nie był zły. Właściwie, był całkiem dobry, pewnie mnie prowadził, zachowując jednocześnie dystans. Daliśmy się ponieść muzyce, a ja poczułam się zrelaksowana, ciesząc się chwilą.
„Dziękuję” – powiedziałam cicho. „Za dzisiejszy wieczór. Za to, że byłaś ze mną. Za tę całą udawaną randkę. Nie musiałaś tego robić”.
„Może i chciałam. Jesteś interesująca, Elizabeth. Bardziej interesująca niż ktokolwiek na tym weselu”.
„Ledwo mnie znasz”.
„Wiem wystarczająco dużo. Wiem, że jesteś utalentowana i niedoceniana. Wiem, że dostrzegasz powierzchowność, którą większość ludzi akceptuje bezkrytycznie. Wiem, że cierpisz, ale starasz się tego nie okazywać, a to wymaga siły”.
Jego słowa trafiły do mnie, do miejsca, którego strzegłam przez cały wieczór. Oczy piekły mnie od niewypłakanych łez i szybko mrugałam, powstrzymując się od płaczu na weselu mojej siostry.
Piosenka się skończyła i zaczęła się bardziej radosna. Na parkiecie pojawiły się kolejne pary, a Julian poprowadził nas na bok, z dala od tłumu.
„Potrzebuję świeżego powietrza” – przyznałam.
„Chodźmy na dwór”.
Wyszliśmy z sali balowej i znaleźliśmy się na tarasie z widokiem na ogrody. Wieczorne powietrze było chłodne i przyjemne po upale tłumnego przyjęcia. Lampki choinkowe migotały między drzewami, tworząc magiczną atmosferę, która ostro kontrastowała z zamieszaniem, jakie czułam w środku.
„Nie powinnam była przychodzić” – powiedziałam, opierając się o balustradę tarasu. „Wiedziałam, że tak będzie. Ale w głębi duszy miałam nadzieję, że będzie inaczej. Że może Victoria przypomni sobie, że jesteśmy siostrami. Że może naprawdę chciała, żebym tu była, a nie tylko odhaczyła punkt na jej liście rzeczy do zrobienia”.
Julian stał obok mnie, ocierając się ramieniem o moje.
„Rodzina to czasem najbardziej skomplikowana relacja, jaką mamy. Łączą nas więzy krwi, ale to nie gwarantuje miłości, szacunku ani nawet najbardziej podstawowych względów”.
„Wygląda na to, że mówisz z własnego doświadczenia”.
„Mój ojciec i ja nie rozmawialiśmy od trzech lat. Miał bardzo konkretne plany co do mojego życia, a kiedy wybrałam inną drogę, dał mi jasno do zrozumienia, że nie jestem już synem, jakiego pragnął. Więc tak, rozumiem, co to znaczy być rozczarowanym”.
Odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, zauważając nowe niuanse w jego wyrazie twarzy.
„Przepraszam. To musiało boleć”.
"" Poprzedni