Gdy mówił, w mojej głowie kłębiły się myśli. Zawsze wiedziałam, że Sarah jest dobra, ale tego – tej cichej, dyskretnej odwagi – nigdy nie mogłam przewidzieć. Wkroczyła w mrok czyjejś rozpaczy i przyniosła światło bez ceremonii i oczekiwań. Mark powiedział mi, że nigdy nie przyjmowała pochwał, ponieważ upierała się, że wartość czynu tkwi w samym czynie, a nie w uznaniu. Słuchając go, uświadomiłam sobie, że gniew, który żywiłam od miesięcy, nie był gniewem wobec niego, ale żalem wypaczonym przez ignorancję. Położyłam dłoń na płycie nagrobnej, na której jego dłoń spoczywała niezliczoną ilość razy, i poczułam, jak energia wspólnego żalu, wdzięczności i miłości faluje pod moimi palcami. Samotność, której myślałam, że mój żal potrzebował, zniknęła, ustępując miejsca uświadomieniu sobie, że życie Sarah dotknęło więcej osób, niż kiedykolwiek mogłabym pojąć. Moja miłość do niej, która wcześniej była tak ograniczona, wzrosła w sposób, który obejmował tę obcą osobę, która kochała ją w inny, ale równie szczery sposób. Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że żałoba nie musi izolować; może łączyć, leczyć i ukazywać bogactwo życia, jakie ona przeżyła.