O dwunastej dotarł do bram bazy zlany potem. Dwóch młodych oficerów żandarmerii spojrzało na niego podejrzliwie.
„Muszę z kimś porozmawiać o konserwacji pojazdów” – powiedział spokojnie Marcus.
Chcieli go odprawić. Nalegał.
„Jest tam M1 Abrams, który nie chce zapalić. Mogę go naprawić”.
Wybuchnął śmiech, a zaraz potem zwątpienie. Wyciągnął zużytą łatę z Pierwszej Dywizji Pancernej. Jeden ze strażników zawahał się, ale potem poszedł zaalarmować oficera.
W hangarze kapitan Brennan krążył w kółko. Genialny absolwent, ekspert od procedur, ale przytłoczony głupią maszyną. Diagnozy nie przyniosły rezultatu. Presja rosła. Wkrótce miał przybyć minister obrony.
Kiedy Marcus wszedł, eskortowany jak intruz, kontrast był bezlitosny. Człowiek wyczerpany po ulicy przed czystymi inżynierami i nienagannymi oficerami. Ale kiedy zobaczył rydwan, Marcus się wyprostował.
„M1A1. Produkcja 1989. Modyfikacja w 1991. Numer 472”.
Zapadła cisza.
wyjaśnił. Przekaźnik trzeciorzędowy znajduje się pod płytą Delta-IV. Modyfikacja bojowa. Nieobecna w nowszych podręcznikach.
Wyśmiano go. Chcieli go stamtąd wyciągnąć.
Potem Marcus położył dłoń na rozgrzanej stali.
„Raz uratowałem ten czołg. W środku było czterech ludzi. Jeden płakał. Miał córkę, której nigdy nie widział. Wyciągnąłem ich. Ta platforma przywiozła ich do domu”.
Zwrócił się do Brennana.
„Sam to naprawiłem. Dzisiaj się poddaje. Daj mi dwadzieścia minut i łom”.
Nowy głos przełamał napięcie.
„Kapitanie. Odpocznij”. »
Generał Haywood był tam.
Rozpoznał nazwisko.
« Żelazo. Ramadi. Uratowałeś siedemnastu ludzi. »
Marcus skinął głową.
« Ten czołg jest twój, sierżancie. »
Otrzymał narzędzia.
Wślizgnął się pod stalową ramę. Przez trzynaście minut słychać było tylko metaliczne wstrząsy i ciężki oddech.
« Spróbuj teraz. »
Silnik ryczy. Turbina ryczy, potężnie, ożywiona. Wskrzeszony rydwan wprawiał stodołę w drżenie.