Tego samego wieczoru schowałem teczkę do sejfu, obok innych akt. Mojej rodziny.
Bo Sterling & Associates było tylko przykrywką.
Nie byłem zwykłym księgowym.
Byłem audytorem sądowym.
A moja prawdziwa praca zaczynała się tam, gdzie próbowały się ukryć pieniądze.
Następnego dnia jedli brunch, przekonani o wygranej.
Obserwowałem przez skompromitowaną kamerę internetową.
Rozmawiali o ziemi za kościołem.
Dziesięć milionów.
Nie wiedzieli jednego: ta ziemia była na moje nazwisko, odkąd skończyłem osiemnaście lat.
To był drugi punkt zwrotny.
Kiedy ich prawnik przekazał mi tę nowinę, szklanka mojej matki rozbiła się o marmur.
Zadzwoniłem do nich.
„Pracuję nad 400 000” – powiedziałem cicho.
Potem się rozłączyłem.
Połączenia nadchodziły szybko i gęsto.
Nie odebrałem.
Pozwoliłem, by ogarnęła mnie panika.
Kiedy próbowali eskalować – cienie, zawoalowane groźby – zastawiłem pułapkę.
Kawa.
Agenci federalni.
Ugryźli.
Bianca i Hunter zostali aresztowani za kradzież samochodu.
Dla wszystkich.
To było tylko wejście.