Rozdział 1: Kolor upokorzenia
Hol hotelu Harbor View pachniał lekko solą morską i drogim lakierem cedrowym. Podszedłem do recepcji, poruszając się ze sztywnością i precyzją ducha, który stara się nie zakłócić spokoju. Podałem recepcjoniście moją osobistą kartę Visa. Poprosiłem o cichy pokój w pobliżu przystani. Poprosiłem o dodatkowy komplet miękkich ręczników i butelkę przemysłowego odplamiacza, wypowiadając prośbę z nonszalanckim, wyważonym rytmem kobiety, która właśnie rozlała letnią latte, a nie panny młodej, która właśnie poddała się spektakularnej, zorganizowanej publicznej egzekucji.