Connor powiedział: „Naprawdę zamierzasz to zrobić?”.
Ethan westchnął, jakby znudził się przesłuchiwaniem. „Jaki mam inny wybór? Jej ojciec wpłacił już połowę kaucji za mieszkanie. A kiedy dziecko się urodzi, będzie zbyt zajęta zadawaniem pytań”.
Poczułem ucisk w piersi. Nie mogłem oddychać.
Connor zniżył głos, ale nie na tyle. „A co z Vanessą?”
Zapadła cisza.
Potem Ethan wypowiedział słowa, które zrujnowały moje życie.
„Nigdy nie kochałem Claire. To dziecko niczego nie zmieni. Vanessa jest tą, której pragnę. Robię po prostu to, co jest dla mnie teraz najwygodniejsze”.
Kolana prawie się pode mną ugięły.
Zakryłem usta dłonią, żeby stłumić dźwięk, ale łzy już spływały mi po policzkach. Moje dziecko poruszało się we mnie z impetem, a kolejny ostry ból przeszył moje ciało. Oparłam się o ścianę, oszołomiona, z mdłościami, upokorzona w białej sukni, która nagle wyglądała jak czyjś kostium z napisem „żyli długo i szczęśliwie”.
Mężczyzna, którego kochałam.
Ojciec mojego dziecka.
Mężczyzna czekający na mnie przy ołtarzu.
Nie był zdenerwowany. Nie był podekscytowany.
Kalkulował.
A kiedy z dołu zaczęła grać muzyka ślubna, spojrzałam na siebie w lustrze, otarłam łzy i podjęłam najniebezpieczniejszą decyzję w moim życiu.
Wciąż planowałam przejść tą nawą.
Ciąg dalszy na następnej stronie