„Nie mamy o czym rozmawiać” – powiedziała cicho.
– Czy te dziewczyny są moje?
Mariana zamknęła oczy. Ilinca i Luminița rysowały po podłodze, nieświadome, że ich świat zaraz się zawali.
„To te dzieci, które chciałeś wymazać” – powiedziała powoli. „A teraz są tutaj”.
Adrian przyjechał do Konstancy tydzień później. Nie z kwiatami. Nie z uśmiechem. Ale z prawnikiem.
Po prostu nie znała całej prawdy.
Przez te siedem lat Mariana nie była tylko ciężko pracującą matką. Uczyła się. Gromadziła wiadomości. Nagrania. Dowody. W tym pocztę głosową, w której Adrian wyraźnie stwierdził, że zmusił ją do oddania dziecka, żeby móc być „wolnym”.
Kiedy rozpoczął się proces, lokalna prasa dowiedziała się o tym. Jego wizerunek idealnego biznesmena legł w gruzach.
Catrina ujawniła się pierwsza.