Dwa dni później wezwano mnie do Pentagonu.
Generał Miller – czterogwiazdkowy generał, bystry i małomówny – podał mi czarną kawę, jakby to była doniosła chwila.
„Uratowałeś dwanaście istnień ludzkich” – powiedział. „I uratowałeś drużynę SEAL. Twoje nazwisko nie pojawi się w raporcie. Ale ja to wiem. Prezydent to wie”.
Pochwały były dla mnie czymś obcym. Nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Potem odchylił się do tyłu, niemal rozbawiony.
„Operacja Blackwater jest w trakcie realizacji” – powiedział. „Częściowo. Minęło już wystarczająco dużo czasu”.
Ścisnęło mnie w gardle. Blackwater to był mój zawód – lata rozbijania siatki finansowania terrorystów. Moja najlepsza partia szachów w ciemno.
Uśmiechnął się, jakby wykonał idealny ruch.
„A ceremonia wręczenia nagrody twojemu bratu odbędzie się w przyszłym miesiącu w Annapolis, prawda?”
Skinąłem głową.
„Jakież to poetyckie” – powiedział cicho. „Uznać dwoje dzieci kapitana Hayesa tego samego dnia”.
Dokładnie rozumiałem, co miał na myśli.
Żadnej zemsty.
Nagraj to.
Część 5 – Limuzyna i Cztery Gwiazdki
Czytaj dalej na następnej stronie