Ale nie tylko wygląd ją wyróżniał; to głębokie milczenie. To sposób, w jaki stała, z rękami nonszalancko w kieszeniach, obserwując zorganizowany chaos obozu, jakby czekała na znak, który tylko ona mogła dostrzec. Podczas gdy inni kadeci przechwalali się i oceniali z agresywną pewnością siebie, jaką daje młodość i przywileje, Olivia po prostu obserwowała.
Pierwszy dzień został celowo pomyślany jako test. Kapitan Harrow, główny instruktor, był prawdziwym olbrzymem, z głosem zdolnym stłumić więzienny bunt i ramionami wykutymi z litej skały. Przechadzał się tam i z powrotem po polu ćwiczeń, obserwując nowych kadetów wyrachowanym okiem drapieżnika wybierającego kolejną ofiarę.
„Ty” – warknął, wskazując prosto na Olivię. „Jaka jest twoja historia? Czy zespół logistyczny zgubił się w drodze do stołówki?”
Grupa wybuchnęła falą chichotów. Madison Brooks, z nienagannym blond kucykiem i uśmiechem, który nie sięgał jej oczu, szepnęła do stojącego obok kadeta na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli:
„Założę się, że jest tu, żeby spełnić wymogi dotyczące różnorodności. Musi spełnić ten parytet płci, prawda?”
Olivia nawet nie mrugnęła. Spojrzała kapitanowi Harrowowi w oczy, z wyrazem twarzy spokojnym jak spokojne jezioro, i oznajmiła:
„Jestem kadetem, proszę pana”.
Harrow prychnął lekceważąco i odepchnął ją na bok jak irytującego komara.
„Więc ustawcie się w szyku. I nie zatrzymujcie nikogo”.
Jadalnia tego pierwszego wieczoru była chaotyczną sceną zderzających się ego i przepełnionego testosteronem. Olivia wzięła tacę i podeszła do odosobnionego stolika, z dala od gwaru rozmów i popisów. Sala wibrowała od opowieści rekrutów o dawnej chwale, a ich głosy stawały się coraz głośniejsze, gdy próbowali się prześcignąć. Derek Chen, szczupły i arogancki, z wojskową fryzurą, która zdawała się emanować samozadowoleniem, zobaczył ją siedzącą samotnie. Podniósł tacę i z hukiem podszedł do jej stolika, który z rozmysłem przewrócił. W ten sposób wszystkie rozmowy w pobliżu ucichły, a wszystkie oczy skupiły się na zbliżającej się konfrontacji.