W środku Lois pisze:
*„Kochany Dako,
Mówili mi, żebym nie pisała... ale pamiętam, co jest prawdziwe. Pamiętam twoją łopatę, sposób, w jaki Benny czekał, i rysunek Micah w mojej skrzynce na listy. Paul i Alexa próbowali to wszystko wymazać, ale to zostawiłam.
Benny jest w lokalnym schronisku. Mam nadzieję, że go przyjmiesz. Jest też mały fundusz powierniczy dla Micah, przypomnienie, że dobroć ma znaczenie.
Kocham,
Lois.”*
Przeczytałam to dwa razy, zanim się przeprowadziłam. Nie płakałam, jeszcze nie, ale serce podskoczyło mi na myśl, że wszystko z nim w porządku.
„Lois jest w porządku, kochanie” – powiedziałam do Micah.
„A Benny?”
„Jest w schronisku, czeka na nas”.
Poszliśmy po niego. Benny cicho zaszczekał, gdy nas zobaczył, a jego ogon merdał wściekle. Micah roześmiał się i przytulił go.
„I ona też o nas nie zapomniała” – wyszeptałam.
Tydzień później odwiedziliśmy Lois w domu opieki. Micah przyniósł muffinki i słoneczniki. Lois uśmiechnęła się powoli, kładąc koc na kolanach.
„Benny” – wyszeptała, gdy podszedł do niej. „Miałam nadzieję, że to przyniesiesz”.
„Te kwiaty są od nas obojga” – powiedział Micah, podając je.
„Dziękuję, kochanie” – powiedziała.
Uklękłam obok niej. „Oczywiście, że przyszliśmy”.
Delikatnie ścisnęła moją dłoń. „Dbajcie o siebie nawzajem” – powiedziała.
Na zewnątrz znowu zaczął padać śnieg. Benny prowadził, a Micah trzymał mnie za rękę. W końcu poczułam spokój.