Nie wiedziałam, co powiedzieć. Lesha nigdy nie był tak okrutny. Zanim się pobraliśmy, kochał dzieci i byłam pewna, że będzie najlepszym ojcem na świecie.
Co się z nim stało? „Nie mów tak! Ola ma dopiero trzy miesiące!” „Nie obchodzi mnie to!” „Muszę pracować, muszę się skupić, nie powinienem słuchać tego jęczenia tak wcześnie rano!” powiedział, odwracając się, wychodząc z pokoju i trzaskając drzwiami. Pozostawiona sama, z trudem powstrzymywałam łzy, kołysząc Olę. Oczywiście byłam niedoświadczoną matką, nie wiedziałam i nie rozumiałam wielu rzeczy, ale słowa Lesha głęboko mnie poruszyły.
Zaczęłam tracić wiarę w siebie i w swoje macierzyńskie zdolności. Czy miał rację? Czy to naprawdę ja robiłam coś źle? To pytanie głęboko zapadło mi w pamięć i zatruło wszystko wokół. Tego wieczoru wróciłam z pracy kompletnie zrozpaczona. Dzień minął jak we mgle; Słowa męża wciąż rozbrzmiewały mi w głowie. Jak zwykle, Walentyna Andriejewna powitała mnie w salonie z Olią w ramionach. Ale coś było nie tak.
Ola była wyjątkowo cicha i wyglądała na wyczerpaną. „Witaj z powrotem, Lubo!” Teściowa wstała i podała mi córkę. „Coś się stało? Wygląda na ospałą” – zapytałam zmartwiona, przytulając Olę.
Nie, nic specjalnego; Oleńka była dziś po prostu trochę marudna. Twarz Walentyny Andriejewny zdradzała zmęczenie. Płakała przez większość dnia.
Spojrzałam na córkę. Jej oczy nie miały już swojego zwykłego blasku. Wyglądała, jakby się bała.
Jak właściwie płakała? „No cóż, tak jak płaczą dzieci” – odpowiedziała wymijająco teściowa. „Czasami płaczą bez powodu, wiesz”. Lesza wróciła do domu późnym wieczorem.
Po tym, jak położyłam Olę do łóżka, czekałam na niego. « Cześć! » Zaproponowałam mu filiżankę herbaty. « Dziękuję. »
Wyczerpany, opadł na kanapę. « Jak ci minął dzień? Jak się miewa Ola? Była dziś marudna. Płakała cały dzień.
Lesha zmarszczyła brwi. « Mówiłam ci, że coś jest nie tak z twoim wychowaniem. Mama chyba też ma już tego dość… »