Nie odpowiedziała wprost.
„Najlepiej byłoby, gdybyś zgodził się na dyskretny rozwód. Bez skandalu. Bez komplikacji prawnych. Sienna zasługuje na stabilizację. Dziecko zasługuje na uznanie”.
Legitymacja.
Słowa zabrzmiały jak oskarżenie.
Marissa pochyliła się do przodu. „Ty nie masz dzieci. Ona ma. Nie komplikujmy sytuacji”.
Jakbym była zepsutym urządzeniem, które trzeba wymienić w ramach gwarancji.
Sienna w końcu się odezwała, jej głos był cichy, ale wyrachowany. „Nigdy nie chciałam cię skrzywdzić. Nathaniel i ja tego nie planowaliśmy. Ale kochamy się. Chcę po prostu wychować mojego syna w dobrej rodzinie”.
Właściwe.
Potem się uśmiechnęłam. Nie dlatego, że mnie to bawiło, ale dlatego, że coś we mnie zamarło.
Poszłam do kuchni, nalałam sobie szklankę wody i pozwoliłam im szeptać między sobą, wierząc, że moje milczenie oznacza uległość.
Kiedy wróciłam, ostrożnie odstawiłam szklankę na stół i powiedziałam spokojnie: „Skoro wszyscy już zdecydowali o mojej przyszłości, chciałabym wyjaśnić kilka szczegółów”.
Nathaniel się poruszył. Diane zmarszczyła brwi.
„Ten dom” – kontynuowałam – „prawnie należy do mnie”.
Harold machnął lekceważąco ręką. „Wiemy o tym. Ale jesteśmy rodziną”.
„Tak” – powiedziałam. „A jednak nikt z was nie pomyślał, żeby mnie tak potraktować”.
Atmosfera zgęstniała.
„Cudzołóstwo ma konsekwencje prawne” – dodałam spokojnie. „Molestowanie też. Włamałaś się do mojego domu, żeby zmusić mnie do zrzeczenia się swoich praw. To nie jest do końca prywatna sprawa”.
Opanowanie Nathaniela nieco osłabło. „Elaro, proszę. Nie angażuj w to prawników”.
„Och” – powiedziałam cicho – „Już to zrobiłam”.
To przykuło ich uwagę.
Twarz Diane zbladła. „Nie naraziłbyś nas na publiczne upokorzenie”.
Przyjrzałam się jej uważnie. „Przyprowadziłaś kochankę swojego syna do mojego salonu i kazałaś mi wyjść. Co to znaczy prywatna sprawa?”
Zaczęli się kłócić: o swoją reputację, o sąsiadów, o to, co mogłoby ich jeszcze bardziej pogorszyć.
Potem podniosłam rękę.
„Jest jeszcze coś, co powinnaś wiedzieć” – powiedziałam.
Nathaniel zamarł.
„Byłam wczoraj u lekarza”.
Palce Sienny zacisnęły się na jego brzuchu.
„I co z tego?” – zapytał Nathaniel.
„Też jestem w ciąży”.
W sali wybuchła wrzawa.
Diane jęknęła. Harold zaklął pod nosem. Marissa otworzyła usta ze zdumienia.
Nathaniel podszedł do mnie. „Dlaczego mi nie powiedziałaś?”
„Byłaś zajęta” – odpowiedziałam.
Lojalność Diane zmieniła się w mgnieniu oka. „Cóż, to wszystko zmienia” – powiedziała nagle, wpatrując się w Siennę. „Rodzina to rodzina”.
Sienna zerwała się na równe nogi. „Obiecałaś mi wsparcie!”
„Nie mówiłaś, że jest w ciąży!” – warknęła Diane.
Odwrócili się od siebie tak szybko, że mogłoby to być zabawne, gdyby nie było tak wiele do powiedzenia.
Pozwoliłam im się kłócić. Pozwoliłam Nathanielowi patrzeć na nas, jak człowiek próbujący ocenić, która przyszłość będzie korzystniejsza.
Potem, gdy chaos osiągnął apogeum, wydałam wyrok, który uciszył ich wszystkich.
„To dziecko” – powiedziałam spokojnie – „może nie być dzieckiem Nathaniela”.