W wieku siedemnastu lat zostałem wymazany. Nie przez katastrofę naturalną ani tragiczny wypadek, ale przez jedno, starannie skonstruowane zdanie. Moja rodzina – ludzie, którzy mieli być moją twierdzą – z dnia na dzień stali się moimi katami. Moja dziewczyna, dziewczyna, o której myślałem, że będzie moja na zawsze, rozpłynęła się w mgle presji społecznej. Nie odszedłem tak po prostu; wyparowałem.
Dziesięć lat później prawda wypełzła z mroku, łapiąc powietrze. Pojawili się w moich drzwiach, z twarzami naznaczonymi żalem i oczami pełnymi łez, których nie byłem już w stanie osuszyć. Nie otworzyłem drzwi. Nie piszę tego dla waszego współczucia. Piszę to, ponieważ po dekadzie milczenia w końcu odzyskałem głos. Tak narodził się Jackson Winter z prochów Jacksona Smitha.