Rozdział 1: Wypolerowana ławka
Miałem cztery lata, kiedy mama posadziła mnie na mahoniowej ławce w kościele św. Agnieszki i skrupulatnie rozmontowała mój świat.
Wspomnienie nie jest rozmazane, jak wiele dziecięcych traum; to nagranie wysokiej rozdzielczości, wyryte w mojej podświadomości z trwałością skamieniałości. Pamiętam, jak moje lakierowane buty zwisały kilka centymetrów nad podłogą, rytmicznie uderzając o ciężkie drewno. Pamiętam zapach dogasających świec wotywnych i suchy, prastary aromat śpiewników, które widziały tysiące rozpaczliwych modlitw. Przede wszystkim pamiętam żółtą poświatę zimowego światła, przedzierającą się przez witrażowe wizerunki świętych, rzucającą karmazynowe i lazurowe cienie na twarz mojej matki.