Mój wzrok padł na rejestr ostatnich transakcji. Niecałą godzinę temu przetworzono ogromną, oczekującą wypłatę.
Z pokoju odessano tlen. Paryż. Tydzień mody.
Moje konto nie zostało zhakowane przez rosyjski syndykat. To nie był błąd bankowy. Podczas gdy mój syn wił się z bólu na zardzewiałym łóżku na mroźnej alaskańskiej pustyni, moja matka i siostra wyczerpały jego siły, żeby kupić luksusowe dobra.
Ciche, bolesne jęki wydobywające się z ust Juliana doprowadzały mnie na skraj szaleństwa. Lekarz gorączkowo wieszał drugi worek soli fizjologicznej, starając się nie dopuścić do spadku ciśnienia.
Nacisnęłam przycisk połączenia obok imienia matki. Międzynarodowy dzwonek rozbrzmiał mi w uchu. Każda sekunda wydawała się godziną. Każdy sygnał to całe życie, które Julian tracił.
Eleanor odebrała po czwartym sygnale.
Szum tła sączący się z głośnika stanowił drażniący, mdły kontrast z piszczącymi kardiomonitorami w klinice. Słyszałam eleganckie melodie kwartetu smyczkowego na żywo, brzęk kryształowych kieliszków do szampana i żywiołową, arogancką paplaninę paryskiej elity.
„Evelyn, kochanie!” – głos Eleanor wibrował z głośnika, bełkotliwy od drogiego, rocznikowego szampana i ociekający głęboką, powierzchowną euforią. „Po prostu nie uwierzysz, jaką mamy noc! Paryż jest absolutnie boski!”
„Mamo” – wyszeptałam, a gardło rozdarł mi ochrypły, urywany szloch. „Mamo, posłuchaj mnie. Julian umiera. Pękł mu wyrostek robaczkowy. Utknęliśmy w zamieci na Alasce, a ja potrzebuję natychmiast pięćdziesięciu tysięcy dolarów na specjalistyczny helikopter ratunkowy. Fundusz ratunkowy jest pusty. Gdzie są pieniądze?!”
Eleanor westchnęła ciężko, dramatycznie. Brzmiało to jak głęboka irytacja, jakbym przerwała jej zabieg w spa, żeby ponarzekać na pogodę.
„Evelyn, proszę, przestań być tak okropnie histeryczna” – zbeształa mnie Eleanor, a jej ton ociekał arystokratyczną protekcjonalnością. „Chloe i ja jesteśmy na bardzo ekskluzywnej aukcji z okazji Tygodnia Mody, dostępnej tylko na zaproszenie. Chloe wpadła w oko pewnemu francuskiemu hrabiemu i absolutnie potrzebowała symbolu statusu, żeby zapewnić sobie miejsce w jego wewnętrznym kręgu. Właśnie wygraliśmy zapierającą dech w piersiach, wysadzaną diamentami torebkę Birkin od Hermès Himalaya! To najrzadsza torebka na świecie. To inwestycja w przyszłość twojej siostry”.
Wzrok zamglił mi się z powodu gorącej, oślepiającej, morderczej furii. „Ukradłaś sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów z naszego funduszu ratunkowego, żeby kupić torebkę?! Podczas gdy mój syn dusi się własnymi toksynami?!”.
Z głośnika dobiegł kolejny głos, piskliwy i spanikowany. To była Chloe.
„Powiedz jej, żeby naprawiła tę durnotę”