Sędzia potarł czoło, ale Radhika wciąż nie przestawała.
„Po co pytasz? Nigdy nie byłeś w stanie mnie zadowolić. Twoja brudna skóra, twoja odrażająca obecność – robiło mi się niedobrze”.
Łzy spływały po policzkach Arvida, ale nie pochylił głowy.
„Czy kiedykolwiek widziałeś we mnie coś dobrego? Nigdy?” – zapytał cicho.
„Nigdy” – odpowiedziała Radhika.
„Widziałam tylko twój tyłek. Teraz, gdy wszystko wychodzi na jaw, nie będę już udawać. Wszyscy widzą, kim jesteś: bezwartościowym śmieciem, który zapomniał o swojej wartości”.
Sędzia wziął głęboki oddech, podniósł dokumenty i powiedział:
„Pani Radhiko Sharma, teraz moja kolej, żeby mówić”.
Radhika przewróciła oczami, jakby nic się nie liczyło.
Sędzia powiedział:
„Podczas gdy go pani przesłuchiwała, zapoznałem się z ważnymi szczegółami tej sprawy. To, czego się dowiedziałem, zmienia wszystko”.
Uśmiech Radhiki zniknął.
„Co masz na myśli? To jakiś głupi trik prawny? Pospiesz się, chcę stąd wyjść”.
Sędzia uniósł kartkę i powiedział chłodno:
„Wszystko, co uważasz za swoje… w rzeczywistości nie jest twoje”.
Zapadła cisza.
Radhika krzyknęła:
„Co za bałagan! Dom, samochód, wszystko jest moje! Zapłaciłem za to, żeby mieszkać z tą brudną czarną kobietą!”
Sędzia odpowiedział spokojnie:
„Wszystko, czego używałaś, wszystko, co kupiłaś, nawet biżuteria, którą dziś nosisz, prawnie należy do Arvida Sharmy. Nic nie otrzymujesz”.
Twarz Radhiki zbladła.
Zaczęła drżeć, jakby ziemia zapadła się jej pod nogami.
„To kłamstwo! Spisek!” krzyknęła.
Strażnicy podeszli do niej, gdy wpadła w histerię. Arvid powoli wstał i podszedł do niej. Na jego twarzy malował się spokój i godność.
„Radhiko” – powiedział cicho –
„zrobiłaś wszystko – całą tę nienawiść, całe to okrucieństwo – żeby móc mieć wszystko. Ale teraz twój świat się tu kończy”.
Podszedł bliżej i spojrzał jej w oczy:
„Zatrzymaj biżuterię. Niczego nie potrzebuję. Jedyne, czego kiedykolwiek pragnąłem, to prawdziwy dom. Ale ty wybrałaś złoto, nie miłość. Teraz to samo złoto cię zniszczy”.