„Pani Rossi?” – rozległ się przerażony, zdyszany głos po drugiej stronie. „Tu pielęgniarka Higgins z Oakwood. Musi pan natychmiast przyjechać do szkoły. Pańska córka Lily zasłabła na boisku sportowym podczas piątej lekcji. Wezwaliśmy karetkę”.
Telefon wyślizgnął mi się z ręki, uderzając z brzękiem o biurko.
Nie pamiętam drogi. Wbiegłem na szkolny parking, opony głośno piszczały na asfalcie, ignorując wyznaczone miejsca dla gości i parkując po przekątnej drogi przeciwpożarowej.
Karetka już tam była, zaparkowana przy siatce ogrodzenia boiska sportowego. Jej czerwone i białe światła pulsowały gwałtownie, rytmicznie, natarczywie.