Kiedy wróciłam, czekali na mnie na lotnisku z kwiatami i zmęczonymi twarzami.
„Przepraszam, mamo” – powiedział Javier. „Zapomnieliśmy, jakie to trudne”.
„Oni nie zapomnieli” – odpowiedziałam spokojnie. „Po prostu łatwiej było tego nie widzieć”.
Wciąż widuję wnuki.
Dwa razy w tygodniu.
Bo tak chcę.
W moim domu znów panuje cisza, pełno kwiatów, spokoju i czegoś, co straciłam:
kontroli nad własnym czasem.
Bo dziadkowie już wychowali swoje dzieci.
Media…
Teraz ich kolej.