Weszli wszyscy razem, rozmawiając, dzieci biegały korytarzem, a Laura rozglądała się po pomieszczeniu z tym milczącym, oceniającym wyrazem twarzy, który zawsze wprawiał mnie w zakłopotanie. Ale kiedy skręcili w lewo, tam, gdzie kiedyś stał przestronny salon z widokiem na ocean, zatrzymali się.
Ściana oddzielająca salon od głównej sypialni zniknęła. Zniknął też apartament. Na jej miejscu pojawiła się otwarta przestrzeń z sześcioma idealnie ustawionymi łóżkami pojedynczymi, identycznymi stolikami nocnymi i lampkami do czytania na ścianach. Wszystko białe, funkcjonalne, bez śladu osobistych ozdób.
„Co to jest?” zapytała Laura, marszcząc brwi.
„Sypialnie” – odpowiedziałem spokojnie. „Pomyślałem, że skoro przyjedzie was tak wielu, najlepiej będzie urządzić przestrzeń praktycznie. W ten sposób każdy będzie miał łóżko”.
Álvaro spojrzał na mnie zdezorientowany.
„Ale… gdzie jest twój pokój?”
Wskazałem na koniec korytarza.
„Tam. Ten mały”.
Ten sam, który przydzielił mi przez telefon.
Podeszliśmy. Stało tam proste łóżko, stara komoda i małe okno z widokiem na wewnętrzne patio. Dokładnie tak, jak opisał.
„Mamo, nie powinnaś…” zaczął.
Przerwałam mu delikatnie.
„Oczywiście, że tak. Mówiłaś, że najważniejsze, żebyście wszyscy czuli się komfortowo. Potrafię się dostosować wszędzie”.
Nikt nie odpowiedział. Rodzice Laury wymienili niezręczne spojrzenia. Dzieci, nieświadome napięcia, pytały, gdzie mogą zostawić plecaki.
Wróciliśmy do głównej sali. Tam, gdzie stała moja ulubiona sofa, stał teraz duży składany stół z krzesłami, które można sztaplować.
„A salon?” zapytała Laura.
„To część wspólna” – wyjaśniłam. „Pomyślałam, że przy takiej liczbie osób dom powinien funkcjonować prawie jak hostel. Bardziej praktycznie, z mniejszą ilością ozdób”.
Álvaro przeczesał włosy dłonią.
„Mamo, myśleliśmy… że to będzie normalny dom wakacyjny”.
Spojrzałam mu w oczy po raz pierwszy odkąd przyjechali.
„Myślałam, że to będzie mój dom”.
Cisza stawała się coraz cięższa. Na zewnątrz słyszałam szum morza, a w oddali śmiech innych wczasowiczów. W środku nikt nie wiedział, gdzie usiąść, nie czując się nieswojo.
Część 3
Ciąg dalszy na następnej stronie: