Zwierzę próbowało się podciągnąć, ale jego siły mu nie wystarczały. Kamienie osuwały się spod jego łap, a ryś za każdym razem groził, że spadnie na ziemię.
Ryś zauważył mężczyznę.
Natychmiast obnażył zęby, cicho warknął i machnął łapą w powietrzu. W jego żółtych oczach było mniej gniewu niż strachu.
Leśnik zrozumiał jedną prostą rzecz: jeśli teraz odejdzie, zwierzę spadnie i umrze.
Położył się na brzuchu w śniegu, tuż przy krawędzi urwiska i powoli wyciągnął ręce w dół.
„Spokojnie… spokojnie…” mruknął cicho.
Ryś drgnął, ale jego łapy już ślizgały się po skale. Mężczyzna chwycił go za przednie łapy. I natychmiast zdał sobie sprawę, jakie to trudne.
Zwierzę było duże, a jego ciało znajdowało się tuż nad przepaścią. Kamienie pod jego piersią chrzęściły, śnieg sypał się strumieniami. Gdyby ryś nagle drgnął, obaj mogliby spaść na śmierć.
Ryś próbował się uwolnić, warcząc i uderzając tylną łapą o skałę. Kilkakrotnie jego ciało zawisło ciężko w powietrzu, a leśniczy musiał zebrać wszystkie siły, by je utrzymać, żeby nie spadło.
Powoli je podnosił – centymetr po centymetrze.
Łokcie ślizgały mu się po lodzie, dłonie drętwiały z wysiłku, oddech stawał się urywany. Kilka razy czuł, że nie ma już sił.
Ryś zsunął się jeszcze o kilka centymetrów, a mężczyzna z trudem się utrzymał.
Oparł buty o skałę, zacisnął zęby i pociągnął jeszcze raz.
Ciężkie ciało w końcu spoczęło na krawędzi klifu. Ryś stoczył się na śnieg i natychmiast spróbował odczołgać się bokiem. Dyszał ciężko, a jego łapa wciąż poruszała się słabo.
Leśnik ostrożnie odsunął się od krawędzi i usiadł na kamieniu, żeby złapać oddech. Spodziewał się, że ryś albo ucieknie, albo go zaatakuje.
Aby sprawdzić pełny czas gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ przepisem ze znajomymi na Facebooku.