Ścisnąłem klucz. Był mały, nic nieznaczący w porównaniu z ogromem mojej straty. Ale to było coś.
„Nie koniec” – wyszeptałam do deszczu, a mój głos stwardniał. „Początek”.
Rozdział 2: Gambit Umarlaka
Następnego ranka wszedłem do First National Bank of Manhattan. Wyglądałem jak włóczęga – zabłocone dżinsy, przemoczone trampki, włosy przyklejone do czaszki. Ochroniarz śledził mnie podejrzliwym wzrokiem, trzymając rękę tuż przy taserze.
Zignorowałem go. Podszedłem do recepcji i położyłem srebrny klucz na polerowanym granitowym blacie.
„Muszę uzyskać dostęp do skrytki depozytowej 404” – powiedziałem.
Kierowniczka banku, surowa kobieta w okularach na łańcuszku, spojrzała na mnie z pogardą. „Czy ma pan dowód tożsamości?”
Pokazałem prawo jazdy. Julian Vance .
Jej zachowanie natychmiast się zmieniło. Imię Vance wciąż coś znaczyło w tym mieście, nawet jeśli wyglądałam, jakbym spała na śmietniku – co zresztą było prawdą.
„Proszę tędy, panie Vance.”
W sejfie panowała cisza, sterylność i chłód. Pachniało kurzem i starymi pieniędzmi. Skrytka 404 była duża. Do jej otwarcia potrzebny był zarówno mój klucz, jak i klucz główny kierownika.
Spodziewałem się gotówki. Modliłem się o gotówkę.
Zamiast tego w metalowej szufladzie znajdował się pojedynczy skórzany segregator.
Otworzyłem ją. Na pierwszej stronie widniał napis: Ostatnia wola i testament Roberta Vance’a – wydanie prywatne.
Do przodu dołączona była odręczna notatka napisana chwiejnym pismem mojego ojca.
Juliański,
Jeśli to czytasz, to znaczy, że cię zdradziła. Wiedziałem, że tak będzie. Victoria to sęp, a ja byłem zbyt słaby, żeby się z nią rozwieść, nie tracąc firmy w publicznym skandalu.
Ale mogę zapewnić, że nie zatrzyma tego dla siebie.
Ma dom. Ma