Prowadzę krótkie zajęcia jogi dla kobiet po pięćdziesiątce – nie po to, by poprawić formę, ale by odnaleźć siłę, wewnętrzny spokój i szacunek do siebie.
Czasami moje uczennice pytają mnie, czy znów wierzę w miłość.
Uśmiecham się.
„Oczywiście, że tak”.
Ale teraz wiem, że miłość nie polega na tym, co ktoś ci daje, ale na tym, czego ci nie zabiera”.
Po tym, każdego wieczoru przed pójściem spać, przygotowuję sobie szklankę ciepłej wody – z miodem i rumiankiem, i niczym więcej.
Podnoszę ją do swojego odbicia i szepczę:
« Toast za kobietę, która w końcu się obudziła. »