Wiadomość tekstowa dotarła trzy dni przed świętami Bożego Narodzenia, zakłócając chwilę tak głębokiego spokoju, że gwałtowność zawartych w niej słów odczułam jako fizyczną przemoc.
Siedziałam w wyściełanym fotelu przy oknie wykuszowym, zimowe słońce malowało długie, złote prostokąty na deskach podłogi. Wendy , zaledwie ośmiotygodniowa, ssała mleko, a jej rytmiczny oddech był jedynym dźwiękiem w pokoju. W powietrzu unosił się zapach mleka i igieł sosnowych z naszego drzewa rosnącego w kącie. Była ciężka i ciepła, tuląc mnie do piersi, a jej maleńka rączka ściskała kołnierzyk mojego swetra z siłą, która zawsze mnie zaskakiwała.