„Cutlerowie to dostali. Przyszli z ofertą gotówkową. Bez żadnych warunków. Nie mogliśmy konkurować”.
Skinąłem głową bez zaskoczenia.
„A jak Brandon zareagował na rozczarowanie?”
„Nie radzi sobie dobrze” – przyznała. „Był trudny i obwiniał wszystkich. Zwłaszcza ciebie”.
„Ja?” Uniosłem brew. „Nie przyjąłem oferty Cutlerów”.
„Wiem, że to nieracjonalne” – westchnął Olivia. „Ale Brandon przekonał sam siebie, że to nasz wielki przełom. Kiedy się nie udało, potrzebował kogoś, na kogo mógłby zwalić winę”.
„Przejdzie mu przez to” – upierała się, choć jej ton nie brzmiał zbyt przekonująco. „Jak tylko pojawi się nowa okazja…”
Starannie rozważyłem kolejne słowa.
„A do tego czasu, czy nie jestem mile widziany w twoim domu?” »
Olivia miała przynajmniej na tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zakłopotaną.
„Właśnie dlatego tu jestem. Mówienie czegoś takiego jest niedopuszczalne. Jesteś moją matką, babcią dzieci. Brandon nie może sam decydować o twoim miejscu w naszym życiu”.
Małe zwycięstwo, ale ważne.
„Dziękuję ci za to” – powiedziałam szczerze.
„Ale” – kontynuowała niepewnie – „może lepiej byłoby, gdyby wizyty odbywały się najpierw tutaj, albo w parkach, restauracjach… na neutralnym gruncie”.
„Bo Brandon nie chce mnie w twoim domu”.
„Tylko tymczasowo” – podkreśliła. – „Dopóki nie wróci spokój”.
Pomyślałam o niezliczonych rodzinnych obiadach, które gotowałam w ich kuchni, o historiach, które czytałam na głos w pokojach dzieci, o świętach, które obchodziłam w ich salonie. Teraz wszystko to było zakazane, bo nie chciałam narażać swojego bezpieczeństwa finansowego.
„To nie jest trwałe rozwiązanie, Olivio. Wiesz o tym, prawda?”
Spojrzała na swoje dłonie.
„Jaki mam wybór?”
„Bronij się” – zasugerowałam ostrożnie. „Przypomnij mu, że małżeństwo to partnerstwo, a nie dyktatura”.
Coś przemknęło jej przez twarz. Strach. Rezygnacja.
„To nie takie proste”.
„To nigdy nie jest prawdą” – zgodziłam się. „Ale pozwolenie mu na izolowanie cię od wsparcia, od rodziny, to niebezpieczny teren”.
„On mnie nie izoluje” – zaprotestowała słabo. „On jest po prostu zraniony”.
„Nawet zranieni ludzie potrafią manipulować, kochanie”.
Przerwał nam Max, który zadzwonił z salonu i zapytał, kiedy będzie gotowa gorąca czekolada. Ciężka rozmowa ustąpiła miejsca lżejszym tematom, podczas gdy ja przygotowywałam smakołyki i spędzałam cenny czas z wnukami. Rozmawiali o szkolnych projektach, znajomych z sąsiedztwa i wakacjach na nartach, które najwyraźniej okazały się mniej przyjemne, niż się spodziewałam. „Tata cały czas pracował” – zwierzyła się Sophie. „Ciągle rozmawiał przez telefon o interesach”.
„A babcia Diane ciągle powtarzała, że mój płaszcz nie jest wystarczająco ładny” – dodał Max. „Kazała mamie kupić mi nowy, który był niesamowicie niewygodny”.
Olivia spojrzała na mnie przepraszająco. Starałam się zachować neutralny wyraz twarzy i skupić się na dzieciach, zamiast komentować relacje rodzinne Brandona.
Kiedy dwie godziny później szykowali się do wyjścia, mocno przytuliłam każde z dzieci i obiecałam, że wkrótce się z nimi spotkamy. Olivia zatrzymała się na chwilę w drzwiach, po tym jak odprowadziła je do windy.
„Tęskniłam za naszymi rozmowami” – przyznała cicho. „Brandon pewnych rzeczy nie rozumie. Nie tak, jak ty je rozumiesz”.
„Zawsze jestem przy tobie” – przypomniałam jej. „To się nie zmieniło”.
Skinęła głową i próbowała powstrzymać niespodziewane łzy. „Zadzwonię jutro w sprawie wizyty z dziećmi w tym muzeum nauki, do którego tak długo chciały pójść. Może w ten weekend”.
„To byłoby wspaniałe”.
Kiedy zamknęłam za nimi drzwi, poczułam jednocześnie ulgę i niepokój. Więź z córką i wnukami pozostała silna, ale wpływ Brandona tworzył niepokojące, podskórne skojarzenia. Jego gotowość do wykorzystania dzieci jako emocjonalnych pionków, do przepisania historii naszej rodziny i przedstawienia mnie jako czarnego charakteru, odzwierciedlała głębsze problemy charakteru, które Robert najwyraźniej dostrzegł na długo przede mną.
Zapowiedziana wycieczka do muzeum nauki odbyła się w ten weekend, a po niej lody i spacer po ogrodzie botanicznym. Brandon był wyraźnie nieobecny, podobno z powodu weekendowych spotkań z potencjalnymi inwestorami. Dzieci cieszyły się swobodną atmosferą, z dala od coraz bardziej zmiennych nastrojów ojca, o których Olivia wspominała mimochodem przez cały dzień.
„On po prostu jest pod ogromną presją” – wyjaśniła, gdy obserwowaliśmy Maxa i Sophie oglądających egzotyczne rośliny. „Projekt nabrzeża rzeki trwa dłużej niż oczekiwano. Inwestorzy są niepewni”.
«Stres finansowy dotyka każdego inaczej» – przyznałem neutralnie.
„On normalnie taki nie jest” – upierała się, choć jej zbyt