„Tak”, powiedział ostrożnie pan Hall, „ale był spokrewniony z linią matki pani Carter. Spadek przypadł bezpośrednio Vanessie Carter, a nie jej mężowi”.
W pokoju zapadła cisza.
Wyraz twarzy Ryana zmienił się – z konsternacji, przez irytację, po coś graniczącego z paniką.
„To nie ma sensu”, powiedział. „Powiedział mi, że tylko ja go rozumiem”.
„Osobiste opinie”, odparł pan Hall, „to nie to samo, co decyzje prawne”.
Oparłem się o stół; kolana nagle zmiękły mi z bólu. „Nie widziałem go od lat” – powiedziałem. „Napisałeś do niego kiedyś” – powiedział pan Hall. „Po ślubie. Zachował twój list”.
Wspomnienie wypłynęło: starzec karmiący karpie koi, podczas gdy ja, jako dziecko, siedziałem obok.
Twarz Ryana zbladła. „Więc o jakiej kwocie mówimy?”
„Nie będziemy z tobą rozmawiać o finansach pani Carter” – powiedział prawnik.
„Jestem…