„Naprawdę nie masz poczucia smaku, Anno. Dobrze, że Michael nigdy nie musiał tego jeść. Jakież to byłoby okropne”.
Gdyby uważała moje jedzenie za takie okropne, mogłaby je sama ugotować, ale było jasne, że chciała tylko wykorzystać okazję, żeby ponarzekać.
Nie skończyło się na posiłkach. Zaczęła krytykować wszystko: przestała sprzątać, przestała składać pranie.
„Dlaczego w praniu jest tyle zagnieceń? Naprawdę musisz odkurzać każdy zakamarek. Niczego nie potrafisz zrobić dobrze. Czy twoja rodzina cię niczego nie nauczyła?”
Westchnęła głośno i spojrzała na mnie od góry do dołu z ledwie skrywaną pogardą.
„Nie rozumiem, jak udało ci się zdobyć Simona” – mawiała. „Nie widzę w tobie zbyt wiele uroku jako kobiecie”.
I niezmiennie kończyła tym samym gorzkim refrenem.
„Gdybyś nie przyjechała, Michael nigdy by nie odszedł”. Zrozumiałam, że po odejściu Michaela w jej sercu powstała ogromna pustka. Być może to właśnie nazywali syndromem pustego gniazda. Powiedziałam sobie, że skoro to pomagało jej wyładować na mnie frustracje, to dam sobie radę.
Jednak jej agresywne zachowanie nabrało zupełnie nowego nasilenia po pewnym wydarzeniu.
Tym wydarzeniem było ogłoszenie ciąży żony Michaela, Sary.
Radość, jaką emanowała moja teściowa, była bezprecedensowa; nigdy wcześniej nie widziałam u niej czegoś podobnego.
„To dziecko Michaela” – powtarzała w kółko. „Na pewno będzie słodkie. To będzie mój pierwszy wnuk”.
Widząc tak promiennych Simona i jego matkę, sama poczułam radość. Ale entuzjazm teściowej wkrótce przekroczył wszelkie granice. Jej oczy niemal błyszczały, gdy mówiła.
Prawdopodobnie dlatego, że Michael zapytał ją przez telefon: „Babciu, czy Sarah może urodzić u ciebie? Jej rodzina mieszka w innym stanie i nie mamy nikogo innego”. Dom rodziców Sary był oddalony o zaledwie kilka godzin lotu. Ponieważ w pobliżu nie mieszkali bliscy krewni i nie mieli nikogo, na kogo mogliby liczyć, naturalnie zwrócili się do nas.
Moja teściowa nigdy nie pomyślałaby o odrzuceniu prośby Michaela.
Michael dzwonił do mnie prawie codziennie, a moja teściowa była niesamowicie entuzjastyczna.
Następnego dnia po otrzymaniu wiadomości rzuciła się w wir przygotowań z energią osoby o połowę młodszej – od sprzątania dawnego pokoju Michaela, przez przygotowywanie pościeli, po sporządzanie list rzeczy dla dziecka. Zachowywała się, jakby dostała gorączki.
Naturalnie i ja dałam się ponieść tej ekscytacji.
Kiedy pewnego wieczoru wróciłam z pracy, czekała.
„Anno, odkurzyłam pokój Michaela, więc musisz umyć podłogi i okna, a potem włożyć je do pralki” – powiedziała stanowczo. „W ten weekend idziemy do domu towarowego obejrzeć łóżeczka”. Golenie i depilacja woskiem wieczorem to była nie lada sztuka, zwłaszcza po długim dniu w aptece. Gdybym tylko miała choćby cień ochoty na pójście na łatwiznę, sprawdzała wszystko i kazała mi to robić od nowa.
Poza tym, moja teściowa bez przerwy prosiła o pieniądze. Zanim się zorientowałam, mieszkanie było pełne dziecięcych rzeczy.
„Anno, potrzebuję od ciebie jutro pieniędzy” – powiedziała. „Chcę przygotować kilka rzeczy dla dziecka”.
„Jeszcze raz?” Nie mogłam się powstrzymać od pytania. „Czy to nie marnotrawstwo tyle przygotowywać, skoro Sarah i Michael jeszcze nie przyjechali? Czy nie lepiej poczekać i wspólnie z nimi podjąć decyzję?”
Chciałam spełnić jej prośby, ale martwiły mnie nieustanne wydatki.
„Jak możesz być taka bezduszna?” – warknęła. „To wnuk Simona. Och, czekaj, przecież nie jesteś spokrewniona z Michaelem. Nic cię to nie obchodzi, prawda?”
„To nieprawda. „Proszę, nie mów tak” – odpowiedziałam. „Pomyślałam tylko, że Sarah może chcieć sama wybierać. Gdybyś miała własne dziecko, czy nie chciałabyś sama wybierać?”
Być może dlatego, że przedstawiłam trafną argumentację, wzrok mojej teściowej wyostrzył się w dzikim gniewie. Natychmiast pożałowałam, że jej zaprzeczyłam, ale było już za późno. Bez słowa wróciła do swojego pokoju, wyraźnie zdenerwowana.
Myślałam o tym od tamtej pory, ale byłam też zszokowana, że mogła tak o mnie mówić.
Następnego ranka moja teściowa nie wyszła ze swojego pokoju. Może nadal była zła.
Simon miał tego dnia trzydniową podróż służbową, więc krzyknął do jej drzwi: „Wyjeżdżam!”.
Potem zwrócił się do mnie.
„Proszę, nie studź wnuczki mamy zimną wodą” – powiedział. „Odkąd Michael odszedł, nie jest już taka sama”. Też się o nią martwiłeś, prawda?
„Martwię się” – odpowiedziałem. „Ale jeśli będziemy tak wydawać pieniądze, to zanim Michael i Sarah w końcu tu dotrą, nic nam nie zostanie. Prawda?”
Twarz Simona natychmiast się skrzywiła.
„Masz na myśli, że moje dochody są za niskie?” – zapytał.