Następnego ranka zachowywał się, jakby nic się nie stało. Przyniósł kwiaty, pocałował Clare w policzek i udawał, że nie zdaje sobie sprawy z tego, co zobaczył.
Rozprawił się z jej obronnymi instynktami. Kiedy Ruth podeszła, żeby posprzątać ze stołu, Ethan delikatnie chwycił ją za rękaw. „Mamo, jesteś tu szczęśliwa?” Zawahała się przez chwilę, a potem zbyt szybko skinęła głową. „Za bardzo się martwisz”. Ale jej głos załamał się na dźwięk słowa „za bardzo”. Tego wieczoru nie mógł usiedzieć w miejscu. Przeszedł przez taras i spojrzał na migoczące na horyzoncie światła miasta.
Za nim w mieszkaniu panowała cisza. Zbyt cisza. Ponownie włączył obrazy. Ruth niosąca pranie dwa razy większe od niej. Clare krzycząca coś o tym, że musi to zrobić jak należy. Grzmot kurzu o podłogę. Śmiech. Wcisnął pauzę. Mięśnie szczęki mu się napięły. Jutro, pomyślał. Jutro będzie po wszystkim. Zadzwonił do asystentki i umówił się na kolację na następny wieczór. Nie powiedział nic więcej, tylko że musi sprawdzić, czy wszyscy są. W tle rozmowy telefonicznej cichy szum piosenki Ruth ponownie rozbrzmiał w korytarzach, przerywany zmęczeniem, ale wciąż czuły. Zamknął oczy. Nie słyszał tej melodii od dzieciństwa. Następnego wieczoru penthouse rozświetlił się delikatnym światłem. Stół był zastawiony srebrnymi sztućcami, ułożonymi równo w rzędzie.
Ethan przybył pierwszy, pozornie spokojny, choć w głębi ducha spięty. Clare promieniowała w białej sukni i udawała ciepło. „Wreszcie prawdziwa kolacja” – powiedziała, głaszcząc go po ramieniu. „Ostatnio trochę się odsunąłeś”. Uśmiechnął się blado. „Po prostu praca”. Weszli dwaj wspólnicy z jego firmy, znajomi Clare z filmu i Ruth, cicha w prostej szarej sukience.
Jej wzrok błądził między nimi, niepewna, dlaczego została zaproszona, żeby usiąść. Ethan odsunął jej krzesło. „Twoje miejsce tutaj”. Jego ton sprawił, że wszyscy na chwilę zesztywnieli. Kolacja rozpoczęła się od śmiechu, wymuszonego i ostrego. Clare opowiadała dowcipy pełne powierzchownego uroku. Ruth ledwo dotknęła talerza. Kiedy danie główne zostało zabrane, Ethan wstał i przyciemnił światła.
„Na deser” – powiedział spokojnie. „Chcę ci coś pokazać”. Włączył się projektor. Ekran spadł z sufitu. Wokół stołu zapanowała konsternacja. Clare przechyliła głowę i uśmiechnęła się. „Co to jest, kochanie?” „Nagranie z zeszłego tygodnia” – powiedział. „Coś, co wydało mi się interesujące”. Na pierwszym nagraniu widać Ruth klęczącą i szorującą płytki.
Głos Clare wypełnił salę. Upewnij się, że tym razem podłoga lśni. Nikt się nie roześmiał. Widelec Clare brzęknął. Jej przyjaciółki wpatrywały się w swoje talerze. Ręce Ruth zadrżały na jej kolanach. Kolejny huk. Okruchy posypały się dookoła. Wiaderko się przewróciło. Wino się rozlało. Szyderczy głos Clare rozbrzmiał echem. Jeśli Ethan chce, żeby tu była, lepiej, żeby na to zasłużyła. Cisza się pogłębiała.
Słychać było tylko szum projektora. Ethan nie odwrócił wzroku. „Rozmawiasz z moją matką”. Twarz Clare zachmurzyła się. „Ethan, ja…” „To nie tak, jak wygląda”. Zachował spokój. „Jest dokładnie tak, jak jest”. Jeden z jego partnerów mruknął: „Jezu”. Drugi pokręcił głową. Ruth próbowała wstać. „Proszę, przestań”, wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Ona wychodzi. Nie psuj sobie wieczoru. Ethan chwycił ją za rękę. Już wystarczająco dużo zepsuła. Przyjaciółki Clare zaczęły pakować walizki. Za bardzo się wstydziły, żeby mówić. Clare się zająknęła. „Zmusili mnie do tego. Nie chciałam”. Przerwał jej. „Nie potrzebowałaś pomocy, żeby być okrutną”. Projekcja zamarła na obrazie klęczącej Ruth. Ethan podszedł do ekranu i go wyłączył. Światło wróciło, ale upał pozostał. Powietrze było tak nieruchome, jak przed burzą. Odwrócił się do Ruth. „Nigdy więcej nie będziesz obsługiwać nikogo w tym domu”. Clare wstała, a jej głos drżał. „Nie możesz mi tego zrobić przy nich”. Spojrzał na nią przez chwilę. „Właśnie to zrobiłem”.
Nikt nie tknął deseru. Po wyjściu gości w penthousie zapadła ciężka cisza. Miasto jaśniało za szklanymi ścianami, ale w środku każdy dźwięk był ostry. Clare chodziła tam i z powrotem przy barze, stukając obcasami jak wystrzałami z pistoletu. „Upokorzyłeś mnie” – warknęła. „Zdajesz sobie sprawę, co ludzie powiedzą?” Ethan oparł się o stół, a jego głos był stłumiony.
Powiedzą: „Wreszcie cię zobaczyłem”. Uniosła ręce. „Przesadzasz. Ona nie jest twoją prawdziwą matką. Pracuje dla ciebie. Powinna była znać swoje miejsce”. Wyprostował się. Spojrzenie w jego oczach sprawiło, że zesztywniała. „Moje miejsce istnieje dzięki niej. Myślisz, że świat dał mi władzę. To ona mnie stworzyła”. Clare zadrwiła. „Zmanipulowała cię. Udawała ofiarę”.
Więc wybrałbyś ją zamiast mnie. Tak zrobił.