Elena leżała nieruchomo na dywanie.
Santi, wciąż oparty o jego ramię, stopniowo przestał się śmiać, jakby wyczuł zmianę temperatury w pokoju. Radość zniknęła gwałtownie.
Roberto nie poszedł dalej.
Wstrzymał oddech.
Wpatrywał się w bliznę wystającą spod podwiniętego rękawa jego niebieskiego munduru.
Widziałem ją już wcześniej.
Nie ma podobnego okazu.
Taka sama.
Zakrzywiona, cienka, blada linia, tuż pod łokciem. Blizna, którą Alma, jego żona, odniosła w wieku szesnastu lat i rozbiła okno w internacie, próbując uciec, by odwiedzić chorą matkę. Nikt nie znał tej historii oprócz niego... i samej Almy.
Elena powoli wstała, ostrożnie postawiła dzieci na ziemi i wstała.
Nie powiedział „proszę pana”.
Nie przeprosił za bałagan.
Błąd nie był usprawiedliwiony. Stała przed nim blada, z szeroko otwartymi oczami, jakby wiedziała, że to już koniec.
„Kim jesteś?” – zapytał w końcu Roberto.
Jego głos brzmiał ochryple.
Bardziej niebezpiecznie niż krzyk.
Elena przełknęła ślinę.
—Ona…
Ale nie zdążył odpowiedzieć.
Za Robertem rozległo się głośne pukanie.
Pospiesznie na pięcie.
A potem wysoki głos Doñi Gertrudis przeciął korytarz niczym pchnięcie nożem.
—Proszę pana! Dzięki Bogu, że wrócił! Wiedziałam, że coś jest nie tak!
Gosposia pojawiła się w pokoju z idealnie wyćwiczonym wyrazem przerażenia na twarzy.
Ocenił katastrofę.
Spojrzał na Elenę.
Spojrzał na dzieci.
I położył dłoń na piersi, jakby właśnie potwierdziły się jego najgorsze podejrzenia.
„Spójrz, jak wygląda dom!” „Spójrz, jak to wygląda!” – wykrzyknął. „Ostrzegałem cię, że tej dziewczynie nie można ufać!”
Nico podbiegł prosto do Eleny i objął ją za nogę.
Santi zrobił to samo.
Nie szukali Gertrudis.
Nie Roberta.
Szukali niani.
Ten szczegół niespodziewanie uderzył Roberta.
Gertrudis też to dostrzegła.
I przez ułamek sekundy coś mrocznego błysnęło w jego oczach.
„Trzymajcie się od niej z daleka, moje dzieci” – rozkazała kobieta, podchodząc bliżej. „Ona was już więcej nie skrzywdzi”.
Elena cofnęła się o krok.
Nie z poczucia winy.
Ze strachu.
Prawdziwego strachu.
Roberto rozpoznał go natychmiast, bo widział go w lustrze od roku.
„Nikt się nie rusza” – powiedział.
W pokoju zapadła cisza.
Nawet bliźniaki milczały.
Roberto zrobił krok w stronę Eleny.
—Chcę natychmiastowego wyjaśnienia.
Gertrudis odezwała się pierwsza.
—Nie słuchaj jej, proszę pana. Ta kobieta wmawia dzieciom bzdury. Śpiewa im dziwne piosenki. Mówi im o pani Almie, jakby...
Przerwał za późno.
Roberto wpatrywał się w nią intensywnie.
—Jak co?
Gertrudis zamrugała oczami.
—Jakbym ją znał.
Cisza stała się nie do zniesienia.
Roberto odwrócił się z powrotem do Eleny.
—Odpowiedź.
Młoda kobieta zacisnęła usta.
Wyglądało na to, że musi wybierać między dwoma niepowodzeniami.
W końcu spojrzała na dzieci, pogłaskała je po małych główkach i powiedziała prawie niesłyszalnym głosem:
—Bo ją znałam.
Dłonie Roberta zesztywniały.
—To niemożliwe.
—Nie — wyszeptała. —Nie o to chodzi.
Gertrudis parsknęła krótkim, suchym śmiechem.
—To kłamstwo. Straszne kłamstwo. Zatrudniliśmy ją, bo potrzebowała pracy. Nic więcej.
Elena podniosła wzrok.
I po raz pierwszy nie wydawała się już przestraszona.
Wyglądała na zmęczoną.
Bardzo zmęczoną.
—Nie zatrudniłaś mnie — powiedział do Gertrudis, nie spuszczając wzroku z Roberta. — Kazałaś mi tu przyjść.
Gosposia zbladła.
—Co powiedziałaś?
—Prawdę.
Roberto poczuł, jak ziemia drży mu pod stopami.
Doskonale pamiętał tamten dzień.
Gertrudis powiedziała mu, że przyjechała dziewczyna z wioski, polecona przez byłą pielęgniarkę. Że potrzebuje tej pracy. Że jest dyskretna. Że nie będzie zadawać pytań.
Roberto, wyczerpany, przyjął to bez większego zastanowienia.
Teraz każda z tych decyzji paliła go w środku jak poczucie winy.
„Chcę usłyszeć wszystko” – powiedział. „Ale jedno złe słowo i wezwę ochronę”.
Elena powoli skinęła głową.
—Nie nazywam się Elena Ruiz.
Gertruda zrobiła zdecydowany krok naprzód.
—Zgadza się!
—Nazywam się Elena Ferrer – kontynuowała młoda kobieta. – Jestem córką Teresy Ferrer.
Roberto potrzebował dwóch sekund, żeby odpowiedzieć.
Potem zbladł śmiertelnie.
Teresa.
Była krawcowa rodziny Almy.
Kobieta, która zniknęła lata temu po skandalu, o którym Alma nigdy nie chciała zbyt wiele mówić.
„To niemożliwe” – mruknął Roberto.
„Moja matka pracowała dla rodziców jego żony przez dwadzieścia lat” – powiedziała Elena. „A Alma dorastała ze mną o wiele dłużej, niż możesz sobie wyobrazić”.
W głowie Roberta zaczęły kiełkować pomysły.
Alma wspomina o „przyjacielu z dzieciństwa”, nie wymieniając jego imienia.
Od razu zachowała stare listy, które kiedyś znalazła, związane wstążką.
Sposób