„Tato, przestań” – powiedziałem, a mój głos przebił się przez ciszę, która nastąpiła po oklaskach. Wszedłem na scenę, a kamery obróciły się w moją stronę w zsynchronizowanym tańcu obiektywów. „Ten przelew jest nieautoryzowany. Ten trust został zablokowany w celu przejęcia firmy. Nie miałeś prawa go ruszać”.
Muzyka ucichła. W sali zapanował chłód. Leo zrobił krok naprzód, a jego twarz wykrzywiła się w maskę czystej, nieskażonej arogancji.
„Ty zgorzkniała, zazdrosna dziewczynko!” – ryknął Leo. Zanim zdążyłam się ruszyć, sięgnął po ogromną srebrną wazę z gorącą zupą z homara, stojącą na bufecie obok sceny.
Machnięciem nadgarstka wylał mi na głowę gorący, lepki pomarańczowy płyn.
Rozdział 2: Paląca prawda
Pierwszą rzeczą, jaką poczułam, był upał – palące, agresywne pieczenie, które sprawiło, że moja skóra krzyczała. Zupa z homara, gęsta i ciężka od szafranu i śmietany, przywarła do moich włosów i wsiąkła w nieskazitelną biel mojej jedwabnej sukienki w stylu vintage. Stałam tam, przemoczona resztkami zupy za trzysta dolarów za talerz, a pomarańczowy płyn kapał na scenę, plamiąc białe lilie u moich stóp.
W sali balowej panowała tak cisza, że słyszałam szum klimatyzacji. Nagle pstryknął jeden spust migawki. Potem kolejny. W ciągu kilku sekund w moich oczach eksplodowało sto błysków fleszy, utrwalając moje upokorzenie.