y widły. Zacisnąłem zęby. Ten idiota miał zamiar wygłosić mi wykład.
Odparłem: „Masz na myśli odziedziczone pieniądze? Czemu nie płacisz?”. Odpowiedź nadeszła natychmiast:
Eric: Wiesz, że teraz nie mam aż tyle pieniędzy. „Aha, więc o to chodzi. Chodzi o to, kto ma pieniądze?”. Kiedy wydałem na to swoje oszczędności, wszystko było w porządku.
Eric. Ale kiedy przyszła jego kolej, nagle zbankrutował. Napisałem do niego: „No cóż, stary, chyba będziesz musiał sobie z tym poradzić…”.
„W końcu cię wybrali”. Brak odpowiedzi. Położyłem się spać z nieoczekiwanym poczuciem ulgi.
W końcu uwolniłem się od tych kajdan. Ale następnego dnia było tylko gorzej. Byłem w pracy w Chicago, kiedy zadzwoniła recepcjonistka z mojego budynku.
„Hej, Jacob, twoi rodzice są tutaj”. O mało nie upuściłem telefonu. „Co?” – zapytała niepewnie dziewczyna po drugiej stronie linii.
„Mówią, że to pilne. A ty nie odbierasz telefonu? O mój Boże! Naprawdę przejechali całą drogę do Chicago tylko dlatego, że przestałem płacić?”.
Wziąłem głęboki oddech, zatkałem nos i powiedziałem: „Nie wpuszczaj ich. Nie spodziewam się ich”. Zapadła niezręczna cisza.
„Yyy, są… trochę natarczywi”. Zacisnąłem zęby.
„Nie obchodzi mnie to. Powiedz im, żeby sobie poszli”. Rozłączyłam się i od razu dostałam SMS-a:
Mama: Jesteśmy na dole. Otwórz drzwi. Żadnych pytań.