To nie jest po prostu historia nieudanych rodzinnych wakacji. To kronika bezwzględnego zamachu stanu, skrupulatnego rozmontowania dziedzictwa zbudowanego na arogancji tych, którzy uważali się za nietykalnych. Przez dziesięć lat czytałam fantastyczne opowieści o posiadłości Whitakerów, ich pusty śmiech i bezpretensjonalną naturę. Byłam Sarah Whitaker, „wrażliwą” żoną, outsiderką, która nie rozumiała „typu” humoru Whitakerów.
Moi teściowie uznali to za zabawne, gdy wrzucili moją córkę do zamarzniętego jeziora. Trzymali ją pod wodą, aż ucichła. Mój mąż był tam, dopingując ich, a ja błagałam, żeby przestali. Krzyczałam o pomoc, ale nikt się nie ruszył; wręcz przeciwnie, śmiali się. Kiedy w końcu przyjechała karetka, zadzwoniłam do brata i szepnęłam: „Zrób to. Niech zapłacą”. Cokolwiek się stanie, zniszczy ich świat na zawsze…