Odepchnęłam Franka z siłą, o której istnieniu nie wiedziałam. Zatoczył się do tyłu, szeroko otwierając oczy z przerażenia, gdy upadłam na deski. Zanurzyłam ręce w gryzącej, lodowatej wodzie. Zimno było jak tysiąc igieł, ale nie czułam go. Czułam tylko ciężar przesiąkniętego wodą płaszcza Lily. Podciągnęłam ją, boląc mięśnie, aż jej drobne, bezwładne ciało przesunęło się po szorstkim drewnie.
Była sina. Jej usta miały kolor jeziora.
„Dzwońcie na 911!” – krzyknęłam do trzech posągów nad nami.
Nikt się nie ruszył. Linda spojrzała na mnie z obrażoną miną, jakby moja histeria zepsuła wieczór. Ryan powoli opuścił telefon, a na jego przystojnej, wychudłej twarzy pojawił się grymas irytacji.
„Przesadzasz, Sarah” – mruknął, wsuwając telefon do kieszeni. „Pogarszasz sytuację, zachowując się jak szaleniec”.
Publicité