Na samym środku korytarza, całkowicie spakowane i zapięte na suwak, stały moje dwie duże walizki.
2. Projekcja pasożyta
Wpatrywałem się w walizki, a mój wyczerpany mózg z trudem przetwarzał wizualne informacje. Przez ułamek sekundy myślałem, że może w mojej sypialni była powódź albo mama postanowiła agresywnie wyczyścić dywany.
Wtedy Brent wyszedł z salonu.
Stanął w korytarzu, blokując drogę do kuchni. Jego ramiona były ciasno skrzyżowane na piersi, a podbródek uniesiony w aroganckiej, wyćwiczonej pozie. Wyglądał jak człowiek ubiegający się o rolę twardego, bezkompromisowego patriarchy.
„Nie możesz tu dalej mieszkać” – oznajmił Brent. Jego głos nie był niepewny; był głośny, agresywny i ociekał okrutnym autorytetem. „Musisz odejść, Naomi. Masz trzydzieści cztery lata i mieszkasz w domu swojej matki. To naprawdę żałosne”.
Mrugnęłam, a sama, oszałamiająca śmiałość tego stwierdzenia chwilowo odebrała mi mowę. Spojrzałam na swoje walizki, a potem z powrotem na brata, który od dekady nie płacił rachunku za telefon komórkowy.
„Brent…” – wyjąkałam, a mój głos ochrypł ze zmęczenia. „O czym ty mówisz? Ja płacę ratę kredytu hipotecznego”.
Zaśmiał się. To był ostry, ohydny, niewiarygodnie zjadliwy dźwięk, który rozbrzmiał echem w małym korytarzu.
„Tak, masz rację” – zadrwił Brent, podchodząc o krok bliżej i górując nade mną. „Bo jesteś pasożytem, Naomi”.
To słowo uderzyło mnie jak fizyczny policzek zaciśniętej pięści w twarz.
Pasożyt.
„Trzymasz się tego domu” – kontynuował Brent, a jego głos stawał się coraz głośniejszy, przerzucając na mnie swoje głębokie kompleksy. „Zostajesz tutaj, żeby udawać, że jesteś potrzebna! Trzymasz swoje małe czeki nad naszymi…