Serce waliło mi w gardle, ale starałam się zachować spokój. „Grozisz mnie śmiercią”.
„Zapisuję możliwości. Skutki. Naturalne konsekwencje złych wyborów”.
„Robiłaś to już wcześniej. Pożar w hotelu Miller. Wypadek, w którym ojciec Pattersona został ranny”.
„Rzekome. Nieudowodnione”.
Ale jego uśmiech to potwierdzał. Bawiło go to. Bawił go mój strach.
„A co z matką Thompsona? Ten upadek, który nie był upadkiem”.
„Wypadki. Tragiczne wypadki”.
Podszedł bliżej. „Tak się stanie, pani Gable. Podpisze pani te papiery”. Skinął głową w stronę Belli, która wyjmowała dokumenty z torby. „Przeniesie pani akt własności na spółkę holdingową, którą kontroluję. Zabierze pani swoje 2 miliony dolarów i zniknie po cichu. Przeżyje resztę życia w komforcie”.
„A co, jeśli nie?”
„W takim razie nie zostały ci lata. Masz dni. Może godziny.”
W pokoju panowała cisza; słychać było tylko trzask ognia w kominku i tykanie zegara.
Wtedy się uśmiechnąłem. Naprawdę się uśmiechnąłem.
„Dziękuję za wyjaśnienie” – powiedziałem.
Sterling zmarszczył brwi. „Co trzeba wyjaśnić?”
„Twoje intencje. Twoje metody. Twoje dawne zbrodnie.”
Spojrzałem na regał, na kamerę ukrytą z tyłu „Moby Dicka”.
„Każde słowo tej rozmowy zostało nagrane. Dźwięk i obraz, z różnych ujęć, są już zapisane w chmurze i wysłane do trzech różnych prawników.”
Sterling zbladł. „Blefujesz”.
„Dylan” – zawołałem w stronę schodów. „Rick, proszę zejdź na dół.”
Kroki na schodach. Dylan pojawił się pierwszy, z ekranem telefonu w dłoni, wyświetlając nagranie na żywo. Rick podążył za nim z profesjonalną kamerą wideo.
„Każde zagrożenie” – powiedział spokojnie Dylan. „Każde przyznanie się do winy. Każde oświadczenie. Z datą i dowodem autentyczności”.
Sterling ruszył w stronę regału. Rick stanął między nami.
„Nie rób tego” – powiedział Rick. „Już zostało przesłane. Zniszczenie sprzętu nic nie da”.
Bella zerwała się na równe nogi. „Ty głupia staruszko”.
„Właściwie” – powiedziałam – „jestem bardzo mądrą staruszką. Na tyle mądrą, żeby wpędzić was w kłopoty i wpakować do więzienia”.
Sterling zacisnął dłonie w pięści. Przez chwilę myślałam, że zaatakuje. Że zaryzykuje wszystko jednym aktem przemocy.
Wtedy odezwał się James.
„To koniec, Sterling”. Jego głos był cichy, ale zdecydowany. „Złożę zeznania przeciwko wam obojgu”.
Bella gwałtownie odwróciła się do niego. „Zdrajco”.
„Nie jestem zdrajczynią. Jestem twoją ofiarą. I przestanę nią być”.
Sterling wskazał na Jamesa. „Podpisałeś dokumenty. Jesteś współwinny. Ty też pójdziesz na dno”.
„Może. Prawdopodobnie”. James spojrzał mi prosto w oczy. „Ale przynajmniej moja matka jest bezpieczna”.
Wtedy usłyszeliśmy syreny. Jechali górską drogą.
Brat Ricka, zastępca szeryfa, i policja stanowa. Thomas ostrzegał ich godzinę temu.
„Na twoim miejscu bym usiadła”, powiedziałam do Sterlinga. „Ucieczka tylko pogarsza sprawę”.
Wymuszenie. Oszustwo. Spisek. Groźby terrorystyczne.
Zarzuty mnożyły się, gdy policja odtwarzała nagrania i badała dokumenty zebrane przez Ricka i Dylana. Wysłali nagranie do władz federalnych i prokuratorów generalnych czterech stanów. Jutro śledztwo w sprawie Pinnacle Ventures będzie tematem ogólnokrajowych wiadomości.
Jamesa jeszcze nie aresztowano. Jeszcze nie. Potrzebują jego zeznań. Prawdopodobnie w końcu zostanie oskarżony – o oszustwo, być może spisek.
Ale wybrał właściwą stronę. Wreszcie. W tej chwili to było najważniejsze.
Po tym, jak policja odjechała, a Sterling i Bella odjechali osobnymi radiowozami, siedzieliśmy z Jamesem sami w dużym salonie.
„Przepraszam” – powiedział. „Za wszystko. Za wszystko”.
„Wiem”.
„Idę na odwyk z powodu mojego uzależnienia od hazardu. Poniosę wszystkie zarzuty. Nie ucieknę”.
„Też to wiem”.
„Myślisz…” – przerwał na chwilę i zaczął od nowa. „Myślisz, że kiedyś uda nam się to naprawić? Ty i ja?”
Spojrzałem na syna. Zobaczyłem szkody. Zobaczyłem możliwość powrotu do zdrowia. Zobaczyłem długą drogę przed nim.
„Nie wiem” – powiedziałam szczerze. „Ale ty żyjesz. Ja żyję. To więcej, niż Sterling miał na myśli”.
„Od czego zacząć?”
„Od prawdy. Całą prawdę. Do policji. Do twoich dzieci. Zasługują na to, żeby wiedzieć, dlaczego zniknąłeś z ich życia. Do siebie”.
James skinął głową i otarł oczy.
„Mogę zostać na kanapie? Po prostu nie chcę być sam przez jakiś czas”.
Powinnam była odmówić. Powinnam była się zabezpieczyć. Powinnam była zachować dystans.
Ale on pozostał moim synem. Złamanym, ale moim.
„Jedna noc” – powiedziałam. „A potem pójdziesz na odwyk. Jutro”.
„Jutro” – zgodził się.
Tej nocy spałam