15 czerwca 2017: Sterling aresztowany za oszustwo. Nie moja sprawa. Coś innego. Obwinił mnie. Powiedział, że kosztowałem go wszystko. Groził mi w obecności świadków. Dostał dodatkowe dwa lata więzienia.
Odchyliłem się do tyłu; elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Sterling odsiedział wyrok więzienia z powodu Roberta.
Sterling wykorzystywał teraz Jamesa i Bellę, by się zemścić i jednocześnie na tym zarobić.
Nie chodziło tylko o pieniądze.
To była sprawa osobista, co czyniło sytuację jeszcze bardziej niebezpieczną.
Najpierw wyjrzałem przez okno.
Mężczyzna, którego nie znałem. Około 50 lat, w drogim garniturze. Dwóch innych mężczyzn stało po obu jego stronach, pełniąc rolę ochroniarzy.
Nie otworzyłem drzwi.
„W czym mogę pomóc?”
„Pani Gable. Jestem David Sterling. Myślę, że musimy chwilę porozmawiać”.
Serce podskoczyło mi do gardła. „Nie mam ci nic do powiedzenia”. „Chyba tak. Jestem wspólnikiem Jamesa. Stawką jest znaczna suma”.
„James nie ma uprawnień do zawierania umów biznesowych dotyczących mojego majątku”.
Sterling uśmiechnął się. Jego oczy nie błyszczały. „Może rozmawiamy o sprzecznych celach. Mogę wejść na chwilę? Obiecuję, że nie jestem tu po to, żeby sprawiać kłopoty”.
Wszystko we mnie krzyczało, żebym odmówiła.
Ale musiałam go zobaczyć. Musiałam zrozumieć, z czym James tak naprawdę się teraz zmaga.
Uchyliłam drzwi na 15 centymetrów. Łańcuch pozostał zamknięty.
Jego uśmiech się poszerzył. „Sprytna kobieta. Twój brat też był bystry. Uparty, ale bystry”.
„Czego chcesz?” – zapytałam.
„Składam ci hojną ofertę. 1,8 miliona dolarów za domek. Gotówka. Wyjdziesz z tego bez szwanku do końca życia. Dług Jamesa zostanie umorzony. Wszyscy na tym zyskamy.”
„A co, jeśli odmówię?”
Wyraz jego twarzy się nie zmienił, ale coś się zmieniło w jego oczach. Coś zimnego.
„W takim razie postąpimy innymi kanałami. James podpisał dokumenty, pani Gable. Pełnomocnictwa. Umowy o przeniesieniu własności. Możemy to zrobić łatwo albo trudno.”
„James nie miał pełnomocnictwa do podpisania.”
„Był przekonany, że to zrobił. Tylko to się liczy w sądzie. Zanim zdołasz udowodnić coś przeciwnego, o ile w ogóle zdołasz, nieruchomość będzie przedmiotem procesu sądowego od lat. Koszty sądowe pochłoną wszystko, co ci zostało. Umrzesz złamany i samotny, walcząc w walce, której nie możesz wygrać.”
Spojrzałam mu prosto w oczy. „Zejdź z mojej posesji.”
„Pomyśl o tym.” Daję pani 48 godzin. Wręczył mi wizytówkę przez otwór. „Potem się skomplikuje”.
Odjechali. Patrzyłem przez okno, jak ich czarny SUV zjeżdża z podjazdu i znika w oddali.
Potem zadzwoniłem pod numer 112.
„Muszę zgłosić zagrożenie” – powiedziałem do operatora. „Mężczyzna o nazwisku David Sterling był właśnie u mnie w domu i groził mi”.
Funkcjonariusz, który odebrał telefon, był młody, poważny i skrupulatnie notował, kiedy wszystko wyjaśniałem, ale jego wyraz twarzy powiedział mi wszystko, co musiałem wiedzieć.
„Proszę pani, technicznie rzecz biorąc, on pani nie groził. Złożył pani ofertę biznesową. Nawet ta część o pozwie – nie jest nielegalna, żeby o tym wspominać. Powiedział, że sprawy się skomplikują, jeśli pani odmówi. To jest niejasne, niewystarczająco konkretne, żeby dostać nakaz sądowy”.
Funkcjonariusz wyglądał na szczerze zasmuconego. „Moja rada? Proszę nie rozmawiać z nim sam na sam. Proszę wynająć prawnika. Proszę wszystko udokumentować”.
Po jego wyjściu usiadłam na werandzie, spojrzałam na góry i próbowałam opanować drżenie rąk.
Napięcie narastało. 48 godzin. Dwa dni na decyzję.
Ale nie potrzebowałam dwóch dni.
Znałam odpowiedź.
Teraz musiałam tylko przetrwać wystarczająco długo, żeby to dobrze zakończyć.
Bella nie. Sterling nie.
Wyglądał okropnie. Nieogolony, cienie pod oczami. BMW stało krzywo zaparkowane na podjeździe, jakby za bardzo się spieszył, żeby się tym przejmować.
„Mamo” – jego głos drżał. „Musimy porozmawiać. Naprawdę porozmawiać”.
Wpuściłam go do środka, nalałam kawy i usiadłam naprzeciwko niego przy kuchennym stole.
„Sterling tu był” – powiedziałam.
Twarz Jamesa zachmurzyła się. „Nie powinien był tego robić. Powiedziałam mu, żeby dał ci trochę przestrzeni”.
„Dał mi 48 godzin na sprzedaż, inaczej miałbym kłopoty”.
„Boże”. James zakrył twarz dłońmi. „Przepraszam bardzo. Nigdy tego nie chciałem. Nigdy nie chciałem, żebyś się w to mieszał”.
„To po co tu jestem?”
Czytaj dalej, klikając przycisk (DALEJ 》) poniżej!