Część I: Impreza, pakiet i czystka
Witajcie w kronice mojego własnego zamachu stanu. Nie zaczęło się od przejęcia zarządu ani wypowiedzenia wojny. Zaczęło się od urodzin dziewięciolatki, kartonu i kosza na śmieci w kuchni.
Dziewiąte urodziny Ruby w pełni rozkręciły się w moim domu, co oznaczało dwa niezaprzeczalne fakty. Po pierwsze, mój salon wyglądał, jakby gwałtownie eksplodował sklep z artykułami imprezowymi, rozsypując po dywanie konfetti i plastikowy chaos. Po drugie, w mojej kuchni unosił się zapach lotnej mieszanki kremu maślanego i macierzyńskiej paniki.