Jedyna rzecz, której nie przewidziałam…
…to nieoczekiwany gość.
Gdy wysiadałam z samochodu w sukni ślubnej, ręką opartą na ramieniu Daniela, usłyszałam czyjeś wołanie mojego imienia:
„Claire?”
Odwróciłam się — i moje serce zamarło.
To był Andrew.
Starszy. Chudszy. Oczy pełne czegoś, czego jeszcze nie potrafiłam nazwać.
Nie był zaproszony. Przypadkowo był w sąsiedniej sali na wydarzeniu firmowym, a gdy zobaczył mnie przez dziedziniec, zamarł — jakby zobaczył ducha.
Albo przyszłość, której nigdy sobie nie wyobrażał.
Jego wzrok opadł na trzech chłopców idących przed nami — Olivera w zielonej marynarce, Evana dumnie trzymającego rękę Leo, wszyscy ubrani jak mali dżentelmeni maszerujący w stronę łuku ceremonii.