Nie sprzeciwiałam się. Nie płakałam. Nie poprawiałam jego aroganckiej, żałosnej narracji.
Po prostu podpisałam papiery na linii przerywanej.
Nie powiedziałam mu, że dokładnie w tym samym tygodniu, w którym narzekał na utratę pięćdziesięciotysięcznej prowizji, po cichu wynegocjowałam i sfinalizowałam ogromną umowę licencyjną na patenty dla technologicznego startupu z Doliny Krzemowej, przynosząc mojej firmie dwa miliony dolarów honorariów konsultingowych. Nie powiedziałam mu, że moje „małe hobby” wygenerowało w miesiąc więcej dochodu niż on przez ostatnie pięć lat razem wziętych.
Chciał odejść i znaleźć kogoś „na swoim poziomie”? Drzwi były szeroko otwarte.
Pospiesznie zaręczył się z Savannah, dwudziestotrzyletnią aspirującą influencerką, którą poznał na ekskluzywnym spotkaniu networkingowym. Była ucieleśnieniem pragnień Ethana: głośna, krzykliwa i obsesyjnie publikowała zdjęcia z mocno przefiltrowanymi zdjęciami, chwaląc się „obfitością” i swoim „luksusowym nastawieniem”. Myślał, że w końcu wspiął się na nowy szczebel prestiżu.
Nie wiedział jednak, że drabina, po której się wspinał, balansowała na finansowym polu minowym. Polu minowym, które mój podpis na papierach rozwodowych właśnie nieumyślnie…