Jego twarz jeszcze zbladła.
„To nieporozumienie… Niczego nie podpisywałem… to księgowość…”
W tym momencie prezes powoli odwrócił głowę w jego stronę.
„Mark, wszystko w porządku?” zapytała spokojnie.
Mark opuścił słuchawkę. Jego palce drżały.
„To… to policja…” powiedział ochryple.
Kilka osób przy stole podniosło wzrok.
„Mówią, że wszczęto przeciwko mnie postępowanie karne… w sprawie kontraktów”.
Mark stał na środku pomieszczenia i nie wydawał się już pewny siebie.
Spokojnie wzięłam serwetkę, osuszyłam plamę po sosie na sukience i powoli usiadłam na najbliższym krześle.
I po raz pierwszy tej nocy poczułem prawdziwy spokój. 🙆♀️🙆♀️🙆♀️🙆♀️