obowiązku, ale z powodu głębokiej, druzgocącej straty. Straciłem jedyną prawdziwą ojcowską postać, jaką kiedykolwiek znałem. Ale szlochając obok stygnącego ciała tytana, spojrzałem w górę przez łzy i zobaczyłem Curtisa wpatrującego się w ogromne okna wykuszowe. Nie płakał. Wpatrywał się w falujące hektary posiadłości, a na jego twarzy malował się przerażający, nieodgadniony wyraz. Był to wzrok głodnego człowieka, któremu właśnie wręczono klucze do sali bankietowej.
A gdy powoli odwrócił wzrok od zadbanego trawnika i zwrócił go na mnie, w dołku mojego żołądka zaczęło gromadzić się niepokojące uświadomienie.
Rozdział 2: Jedwabna chusteczka i szampan
Pogrzeb był mistrzowską lekcją teatralnego żalu. Niebo nad cmentarzem St. Jude było posiniaczone, płacząco szare, tworząc idealną filmową scenerię dla występu mojego męża. Curtis stał przy grobie, płacząc pięknie. To był estetyczny, pełen godności smutek. Ocierał suche oczy jedwabną chusteczką z monogramem, a jego ramiona drżały w rytmie, który wydawał się niemal wyćwiczony. Jednak z mojego punktu obserwacyjnego, kilka kroków za nim, widziałam subtelne ruchy jego oczu. Pomiędzy swoimi performatywnymi szlochami dyskretnie oceniał bogatych deweloperów i inwestorów venture capital, w myślach obliczając ich majątek netto na podstawie
ący tytan