Kiedy po raz pierwszy zostałem wtajemniczony w Merlin, miałem dwadzieścia dziewięć lat i byłem tak wyczerpany, jak to tylko możliwe, gdy mózg spędził lata na skanowaniu zagrożeń.
Pułkownik Evan Navarro powitał mnie w korytarzu bez okien i wręczył mi teczkę z jednym słowem:
MERLIN.
„To nie legenda” – powiedział. „To protokół. Istnieje tylko w jednym celu: gdy wiele wektorów zagrożeń się zbiega, a opóźnienie oznacza katastrofę”.
Merlin pozostawał nieaktywny przez lata. Bezczynność oznaczała zwycięstwo.
Wtedy Mara – dyskretnie i nieoficjalnie – wysłała e-mail na infolinię dla sygnalistów w sprawie listy darczyńców powiązanej z Bellwick & Crest. Miała złe przeczucie. I miała rację.
Powiedziałem sobie, że udział w zjeździe absolwentów to misja operacyjna – kryjówka, kontakt, obserwacja.
To wszystko.
Ale to była również sprawa osobista.
Musiałem zobaczyć prawdę na własne oczy: czy moja rodzina o mnie zapomniała… czy celowo mnie wymazała?
Odpowiedzieli śmiechem.
A na górze, gdy Merlin pokazał poziom eskalacji 3, moje życie podzieliło się na dwa pasma:
Misja. Rozliczenie.
Przycisnąłem dłoń w geście potwierdzenia.
„Generał porucznik Dorn” – powiedział głos. „Usunięcie zatwierdzone”.
Nie wahałem się.
CZĘŚĆ 4 – DRZWI WYWALAJĄ SIĘ
Czytaj dalej na następnej stronie