Styl pisania Thomasa był taki sam jak zawsze – jasny, precyzyjny, wręcz uparcie logiczny, nawet gdy jego emocje przebijały przez słowa.
3 sierpnia 2004, 23:47
Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Szukałem aktu urodzenia Vanessy, żeby wypełnić dokumenty do aktu ślubu. W gabinecie jej ojca odkryłem szafkę na dokumenty, którą zapomniał zamknąć. W środku znajdowały się dokumenty dotyczące sprawy o śmierć z winy niesłusznego z 1989 roku, rozpatrywanej przez sędziego Hartforda. Powodami była rodzina, której córka zmarła podczas zabiegu medycznego. Pozwanym była firma farmaceutyczna. Rodzina przegrała sprawę.
Z dokumentów tych wynika jednak, że Hartford otrzymał 500 000 dolarów od firmy farmaceutycznej trzy miesiące przed rozprawą. Wszystko jest tu udokumentowane: przelewy, notatki, dowody.
Czułem, jak powietrze uchodzi mi z płuc.
Ethan szeroko otworzył oczy, wpatrując się w ekran, jakby bał się, że słowa znikną.
Przewijałem dalej, a serce waliło mi jak młotem.
10 sierpnia 2004, 2:33
Dziś wieczorem skonfrontowałem się z Vanessą. Pokazałem jej dokumenty. Nie zaprzeczyła. Powiedziała, że jej ojciec zrobił wszystko, co musiał, żeby zabezpieczyć przyszłość rodziny. Powiedziała, że dziewczyna i tak by umarła. Odszkodowanie jej nie przywróci. Brzmiała, jakby w to wierzyła.
Kiedy powiedziałem, że nie mogę się z kimś takim ożenić i że to zgłoszę, zmieniła zdanie. Jej wyraz twarzy stał się lodowaty. Nazwała mnie naiwnym. Nikt nie uwierzyłby 24-latce w starciu z szanowanym sędzią.
Pojawił się Marcus. Zaproponował, że jutro zabierze mnie na łódź, żebym mógł się ogarnąć. Powiedział, że pojedzie ze mną. Powiedziałem mu, że wolę płynąć sam.
Ethan zdławił się. „To ta łódź” – wyszeptał. „To wypadek”.
Przewijałem dalej, a palce mi drżały.
15 sierpnia 2004, 22:12
Zrobię to. Zrobiłem kopie i je ukryłem. Jutro idę na policję. Vanessa próbowała wszystkiego – łez, gróźb, obietnic. Nie mogę już tego znieść. Ta rodzina zasługiwała na sprawiedliwość, a jej im odmówiono.
Marcus idzie za mną. Widzę jego samochód po drugiej stronie ulicy. Vanessa mówi, że jestem paranoikiem. Nie jestem.
Jeśli coś mi się stanie, prawda jest w domku. Północny brzeg Jeziora Górnego, stary obóz rybacki, w którym pracowałem tego lata. Tam poznałem Rebeccę. Schowałem wszystko w kamiennym kominku. Trzeci kamień od lewej w dolnym rzędzie. Współrzędne: 48.7128° N, 88.4139° W.
Tato, jeśli to czytasz, wiesz, co robić.
Słowa zatarły mi się, a moje oczy wypełniły się łzami.
Wpatrywałem się w ostatnią linijkę. Tato, jeśli to czytasz.
Thomas napisał do mnie, jakby wiedział. Jakby wyczuł śmierć wokół siebie, a mimo to postanowił zostawić kartkę.
Oddech Ethana był płytki. „Zabili go” – wyszeptał.
Skinąłem powoli głową, czując, jak coś we mnie się zmienia. Przez cztery lata żal był ciężki i miękki, jak duszący koc. Teraz wyostrzał się w coś innego. W ostrze. W cel.
„Co powinniśmy zrobić?” – zapytał Ethan.
Spojrzałem na niego – tego przestraszonego młodego człowieka – oczami mojego syna. Mojego wnuka, jeśli to prawda.
„Zabezpieczamy dowody” – powiedziałem. „I upewniamy się, że nie będą mogli ich znowu zatuszować”.
Wyruszyliśmy przed świtem.
Jechałem moim starym pickupem, tym, z którego Thomas żartował, bo trząsł się na dziurach, jakby narzekał. Unikaliśmy autostrad. Dróg wiejskich. Małych miasteczek. Ethan co chwila zerkał w lusterka, jego ramiona były napięte, a on wzdrygał się za każdym razem, gdy za nami pojawiały się światła reflektorów.
Zatrzymaliśmy się raz na samotnej stacji benzynowej, żeby zatankować. Pospieszyliśmy się, zapłaciliśmy gotówką i wypatrywaliśmy wszystkiego, co wydawało się podejrzane. Gdy wjechaliśmy na drogę, Ethan wskazał na sedana daleko za nami.
„Ten samochód już tam był” – powiedział napiętym głosem.
Zmrużyłem oczy. Był zbyt daleko, żebym mógł dostrzec jakiekolwiek szczegóły. „To mógł być zbieg okoliczności” – powiedziałem, czując ucisk w żołądku.
Ethan nie odpowiedział. Nie wierzył już w zbiegi okoliczności.
Osiem godzin później Thunder Bay ukazało się przed nami, szare i wilgotne pod nisko wiszącym niebem. Nie zatrzymaliśmy się. Pojechaliśmy wzdłuż północnego brzegu do współrzędnych, które zanotował Thomas; Krajobraz stawał się coraz bardziej dziki, a jezioro majaczyło między drzewami niczym ogromne, zimne oko.
Obóz rybacki był opuszczony, zarośnięty przez las. Główna chata się zawaliła. Pomost był na wpół zamarznięty.