Wstałam powoli i rozważnie. Nie spieszyłam się. Wyprostowałam ramiona i wygładziłam marynarkę. „Tak” – powiedziałam. „Jesteś tym człowiekiem, który próbował mi zabronić jedzenia indyka z własną matką”.
Zacisnął szczękę.
„Ale nie sądzę, żebyś się spodziewał” – kontynuowałam, obchodząc biurko i stając naprzeciwko niego – „że osobą, którą próbowałeś odepchnąć, będzie ta, która siedzi na krześle, przed którym stoisz i błaga”.
Zamilkł. Całkowicie zesztywniał.
Wtedy tama pękła. Krzyknął – nie słowa, ale sfrustrowany, gardłowy krzyk czystej bezsilności. To był dźwięk rozpadającej się rzeczywistości.
Wszyscy się odwrócili. Całe piętro spojrzało na moje biuro.
Jego twarz poczerwieniała. Wskazał na mnie, a jego palec drżał. „Ty… ty mnie zawstydzasz!”
Nie wydałam z siebie ani jednego dźwięku. „Nie, Tyler” – powiedziałam cicho. „Zrobiłaś z siebie idiotkę”.
Odwrócił się i wybiegł, trzaskając ciężkimi szklanymi drzwiami z takim impetem, że ściany zdawały się drżeć.
Po chwili Jenna wróciła do środka i spojrzała na drzwi. „No cóż”, powiedziała szeroko otwartymi oczami. „To było dość dramatyczne”.
W końcu odetchnęłam z ulgą; adrenalina pozostawiła metaliczny posmak w ustach. „Nie masz pojęcia, Jenna. A to dopiero początek”.
Czytaj dalej, klikając przycisk (DALEJ 》) poniżej!