Spojrzałem na podpis. To było tylko imię na kartce. Ale dla mnie wydawało się to sprawiedliwością.
Odprowadziłem Milesa do drzwi. Kiedy wyszedł, zostałem sam w wielkiej sali. W domu panowała cisza, ale była to cisza innego rodzaju. Cisza pułapki, która została zastawiona, czekając, aż ofiara zorientuje się, że została złapana.
Podszedłem do okna biblioteki i spojrzałem na ciemny podjazd. Kelsey zniknęła. Storczyk, który przyniosła, prawdopodobnie wylądował w rowie gdzieś dalej. Prawdopodobnie siedzieli teraz w domu, pili wino, planowali kolejny ruch z zastawem i przekonywali samych siebie, że wygrywają.
Nie mieli pojęcia, że ziemia pod ich stopami została już sprzedana.
Dotknąłem zimnej szyby okna.
„Koniec gry” – wyszeptałem. „A ty nawet nie zauważyłeś nadchodzącego szacha i mata”.
Deszcz zaczął padać o szóstej wieczorem. Uporczywy, ulewny deszcz zmywał kurz z ulic, ale nie był w stanie rozproszyć napięcia wiszącego nad Cedar Ridge.
Siedziałem w kącie całodobowej restauracji, trzy przecznice od mojego biura, z tabletem opartym o cukierniczkę. Czytałem lokalne wiadomości – a raczej fikcję przedstawianą jako wiadomości.
Godzinę temu „Cedar Ridge Gazette” opublikowała artykuł w internecie. Nagłówek był pospieszny i niejasny:
TAJEMNICZY NABYWCA NIERUCHOMOŚCI W HAWTHORNE PODWAŻA PRZEJRZYSTOŚĆ.
Przewinąłem tekst. To był majstersztyk insynuacji. W artykule cytowano „źródła bliskie poprzednim oferentom”, które wyrażały obawy, że proces aukcyjny został naruszony przez „nieprawidłowości” i że fundusze zwycięskiego oferenta miały „wątpliwe pochodzenie”. Moje nazwisko nie zostało wymienione. Ra nie zostało wymienione. Ale odciski palców mojej ciotki można było znaleźć w każdym zdaniu.
Próbowała już rozstrzygnąć sprawę w opinii publicznej, zanim jeszcze weszliśmy na salę sądową. Chciała, żeby sąsiedzi postrzegali mnie jako intruza, oszusta, kogoś, kto okradł jej arystokratyczną rodzinę z należnego jej spadku.
Mój telefon zawibrował na stole. To było powiadomienie od zespołu prawnego domu aukcyjnego.
Temat: Zawiadomienie o pilnym żądaniu.
Otworzyłem.
Udało im się. Ra złożył pilny wniosek o wstrzymanie finalizacji transakcji, powołując się na trwający spór o zastaw i „nowo odkryte dowody” dotyczące ważności samej aukcji.
Próbowali wszystkiego – błota, kamieni i kłamstw – w nadziei, że coś się przyklei i utrzyma na tyle długo, by opóźnić przeniesienie praw własności.
Wypiłem łyk czarnej kawy. Była gorzka, ale dawała mi siłę. Nie panikowałem. Panika jest dla ludzi, którzy nie mają planu.
W mojej torbie był folder z aktem zgonu notariusza, który ratyfikował zastaw, raportem z ekspertyzy kryminalistycznej dotyczącej sfałszowanego podpisu na umowie kredytowej oraz umową kupna długu Ridgwell Heritage Holdings.
Przynieśli nóż na strzelaninę.
Przyniosłem nalot.
Wtedy zadzwonił mój telefon. Na ekranie pojawiło się nazwisko, którego nie widziałem na ekranie połączenia przychodzącego od pięciu lat.
Dylan.
Wpatrywałem się w niego. Telefon zawibrował na blacie z laminatu – niczym brzęczący owad, domagający się uwagi. Dlaczego dzwonił? Ra nigdy nie pozwalała na bezpośredni kontakt. Wolała komunikować się przez prawników lub plotki.
To był uparty ruch.
Przesunąłem w prawo.
„Cześć, Dylan.”
„Bailey.” Jego głos brzmiał napięty i zdyszany przez głośnik. Starał się brzmieć nonszalancko, ale napięcie było wyraźnie słyszalne. „Hej, dawno się nie widzieliśmy.” Słuchaj, wiem, że teraz panuje tu istne wariactwo z tymi prawnikami i całą resztą…
„Czego chcesz, Dylan?” zapytałem. Nie miałem cierpliwości do uprzejmości.
„Chcę porozmawiać” – powiedział. „Tylko we dwoje. Bez prawników, bez matki. Tylko dwóch kuzynów, którzy się spotykają. Chyba doszło do poważnego nieporozumienia, Bailey. Myślę, że jeśli tylko na chwilę usiądziemy, możemy to rozwiązać, zanim jutro wymknie się spod kontroli”.
„Już jest źle” – powiedziałem.
„Proszę” – powiedział. W tym jednym słowie brzmiała nuta rozpaczy. „Zostało tylko dziesięć minut. Jestem w Blue Line Bar. To niedaleko twojego biura. Wiem, że nadal jesteś w mieście”.
Zawahałem się przez chwilę. Dlaczego był taki zdesperowany? Czy to przez długi? Czy próbował zawrzeć tajny układ? A może próbował mnie nakłonić do powiedzenia czegoś kompromitującego?
„Będę za piętnaście minut” – powiedziałem. „Ale Dylan, jeśli zobaczę urządzenie nagrywające albo Kelsey, to odejdę”.
„Nie, nie, to tylko ja. Naprawdę”.
Rozłączyłem się. Zapłaciłem za kawę i wyszedłem na deszcz.
Bar Blue Line był słabo oświetlonym lokalem,