W czasie małżeństwa miała zwyczaj „pożyczania” rzeczy i nazywania tego okazywaniem uczuć.
Zabierała biżuterię, bilety lotnicze, hasła, a nawet czas mojej asystentki. Daniel zawsze prosił mnie o „zachowanie spokoju”. W tej rodzinie spokój oznaczał dostęp bez konsekwencji. Kiedy wniosłam pozew o rozwód, Patricia nazwała mnie samolubną, oschłą i niewdzięczną za wszystko, co Monroe mi „dali”. Przede wszystkim dawali mi hałas.
Wieczorem przed ich wyjazdem do Paryża mój bank wysłał mi nową kartę na stary adres, ponieważ na tym koncie wciąż była subskrypcja, której zapomniałam odnowić. Już się przeprowadziłam. Prawnie konto należało wyłącznie do mnie; założyłam je przed ślubem i zawsze trzymałam je osobno, chociaż Daniel znał numer z poprzednich nagłych wypadków. Poleciłam również bankowi dezaktywację wszystkich starych kart, gdy tylko rozwód się sfinalizuje. Potwierdzili, że konto zostanie całkowicie zamknięte w ciągu 24 godzin. Założyłam, że to załatwi sprawę. Następnego ranka o 6:10 mój telefon rozbłysnął alertami o oszustwach: rezerwacje hotelowe, luksusowe zakupy, grupowe rezerwacje w restauracjach i wpłaty za rejsy. Paryż. Paryż. Paryż. W ciągu godziny dokonano transakcji na łączną kwotę ponad 35 000 dolarów. Zanim zdążyłem skontaktować się z bankiem, Patricia zadzwoniła do mnie przez WhatsApp, a jej głos wypełnił się śmiechem i brzękiem kieliszków.
„Dzięki za wycieczkę” – zażartowała. „Zanim wrócimy, twoje konto będzie puste”.
Stałem w kuchni, patrząc na miasto, i coś we mnie się uspokoiło. Jedenaście dni wcześniej spanikowałbym. Ale rozwód zmusił mnie do uporządkowania się w sposób, który lekkomyślni ludzie nazywają okrutnym. Rozbawiłem ją na chwilę, a potem powiedziałem spokojnie: „Naprawdę musisz się skontaktować z hotelem, zanim zaczniesz świętować”.
Przestała się śmiać.
Wyjaśniłem, że zablokowałem kartę natychmiast po rozwodzie – nie tego ranka, ale kilka dni wcześniej. Wszystkie pobrane transakcje były jedynie tymczasowymi rezerwacjami na nieaktywnym koncie. Gdy tylko bank zakończył przetwarzanie, transakcje zakończyły się niepowodzeniem, a każdy sklepikarz szukał osoby, która pokazała kartę grupie dwudziestu pięciu osób w Paryżu.