Catherine odłożyła torby z zakupami i powiedziała: „Po pierwsze, idziesz ze mną na kardiologię. Po drugie, masz spotkanie z Sharon w sprawie spadku. Po trzecie, wyrzucamy wszystkie fiolki z tabletkami, które nie zostały przepisane bezpośrednio przez farmaceutę szpitalnego”.
Otworzyłam usta, żeby się sprzeciwić, ale natychmiast je zamknęłam. Zbyt długo to ja decydowałam, co jest „rozsądne”. To „rozsądne” niemal doprowadziło mnie do śmierci.
W gabinecie kardiologa lekarz mówił spokojnym głosem, nie łagodząc faktów. Moje serce było przeciążone. Nie złamane, nie nieodwracalne, ale uszkodzone. Wielokrotna ekspozycja na digoksynę doprowadziła mnie do granic wytrzymałości.
„Masz szczęście” – powiedział, przeglądając wyniki badań.
Szczęście. To słowo przyprawiało mnie o mdłości. Szczęście oznacza zbieg okoliczności. To, co mi się przydarzyło, nie było zbiegiem okoliczności. To było zaplanowane.
Sharon spotkała się z nami tego popołudnia. Nie była moją prawniczką od rozwodu; Stała się bardziej strażniczką moich granic. Usiadła przy moim stole w jadalni ze stertą dokumentów i powiedziała: „Sprawa karna Margaret to ta głośna część. Ta cicha to ta, którą wszczęła prawnie, zanim została złapana”.
„Co masz na myśli?” – zapytałam.
Sharon popchnęła w moją stronę teczkę. W środku znajdowały się kopie dokumentów, które Margaret złożyła, gdy jeszcze byliśmy małżeństwem.
Wniosek o aktualizację testamentu, niepodpisany, ale sporządzony.
Formularz zmiany beneficjenta małej polisy, o której istnieniu zupełnie zapomniałam.
Szablon pełnomocnictwa z moim imieniem i nazwiskiem starannie wpisanym u góry i miejscem na podpis, który przyprawił mnie o gęsią skórkę.
„Przygotowywała się” – powiedziała Sharon beznamiętnym głosem. „Nie tylko po to, żeby cię zabić. Ale też po to, żeby kontrolować skutki”.
Catherine ścisnęła kubek z kawą. „Czy ona w ogóle cokolwiek potrafi z więzienia?”
„Może spróbować” – odpowiedziała Sharon. „Ale zablokujemy każdą trasę”.
Okazało się, że Fairmont nie był jedynym miejscem, w którym Margaret udawała. Przygotowała też szereg dokumentów, które miały przedstawić ją jako pogrążoną w żałobie wdowę, jeszcze zanim ja się nią stałam.
Towarzystwo ubezpieczeniowe wszczęło wewnętrzne dochodzenie po aresztowaniu. Nie chcieli wypłacić odszkodowania osobie oskarżonej o usiłowanie zabójstwa, ale nie chcieli też przyznać, że o mało nie wypisali czeku na przestępstwo. Ich śledczy zadawali niewygodne pytania: kiedy po raz pierwszy wystąpiły u mnie objawy, kto miał dostęp do moich leków, czy kiedykolwiek autoryzowałam zmiany, czy miałam dokumentację?
Catherine stworzyła teczkę, jakby przygotowywała się do operacji. Dane dotyczące moich objawów. Dokumentacja z apteki. Wyniki badań laboratoryjnych. Nagrana rozmowa telefoniczna w hotelu. Nagrana rozmowa telefoniczna dotycząca śledztwa. Dokładne tabletki, które wyciągnęła z mojej chusteczki. Dowody, ułożone i opisane, bo tak właśnie lubi Catherine.
Siedziałam i patrzyłam, jak śledczy kiwa głową i robi notatki. Kiedy w końcu podniósł wzrok, jego wyraz twarzy się zmienił. „Panie Whitmore” – powiedział – „to jedna z najczystszych spraw, jakie kiedykolwiek widziałem”.
Jasne. Kolejne z tych słów, które powinny mnie uspokoić, a tylko mnie zmęczyły.
Sprawa spadku była jeszcze gorsza. Prawnik Margaret próbował argumentować, że skoro Margaret i ja byliśmy jeszcze prawnie małżeństwem w chwili jej aresztowania, zachowała pewne prawa do wspólnego majątku i mogła domagać się „prawa małżeńskiego” do domu i rachunków.
Odpowiedź Sharon była bezpośrednia i zdecydowana.
„Próbowała go zamordować dla korzyści finansowych” – powiedziała Sharon w sądzie. „Jakikolwiek uzasadniony interes został zniweczony przez jej przestępcze zachowanie”.
Sędzia ani drgnął. „Odrzucono” – powiedział, jakby odganiał muchę.
Następnie spróbowała rodzina Margaret. Siostra, której nie widziałem od dwudziestu lat, złożyła wniosek, twierdząc, że Margaret jest „chora psychicznie” i powinna zostać przeniesiona do zakładu psychiatrycznego, a nie do więzienia. Ta strategia miała na celu ograniczenie konsekwencji i utorowanie drogi późniejszym procesom cywilnym.
Detektyw Morrison złożył zeznania. Spokojny i zdecydowany, przedstawił plan, próbę zatuszowania sprawy, strategię dawkowania i motyw finansowy. Nagrania zostały odtworzone. Głos Margaret śmiejącej się z mojej śmierci.
Pozew został oddalony w sądzie.
Potem detektyw Morrison znalazła mnie na korytarzu. „Dobrze się czujesz?” zapytała.
Zaskoczyłem sam siebie, odpowiadając szczerze. „Nie wiem” – powiedziałem.
Morrison skinął głową, jakby rozumiał. „To normalne” – odparła. „To, co zrobiła, było…